czwartek, 26 sierpnia 2010

DZIEŃ 417

BYŁAM DZISIAJ NA PIELGRZYMCE. MODLIŁAM SIĘ W INTENCJI PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI I MAM NADZIEJĘ, ŻE MOJE MODLITWY JUŻ NIEDŁUGO ZOSTANĄ WYSŁUCHANE. JESTEM TROCHĘ ZMĘCZONA I LEKKO WYSTRASZONA, BO GDY WRACAŁYŚMY Z KOŚCIOŁA DO DOMU DOSKOCZYŁ DO NAS PIES. MAŁO BRAKOWAŁO A BYŁBY MNIE UGRYZŁ. WYSTRASZYŁAM SIĘ JAK NIE WIEM. ZARAZ PO POWROCIE NAPISAŁAM NA NASZEJ KLASIE DO CÓRKI WŁAŚCICIELA TEGO PSA ŻEBY GO LEPIEJ PILNOWALI. MOJA MAMA UWAŻA, ŻE NIE POWINNAM TEGO MÓWIĆ, ALE JA UWAŻAM, ŻE DOBRZE ZROBIŁAM, BO TAKIE BYDLĘ NAPRAWDĘ MOŻE KOMUŚ ZROBIĆ KRZYWDĘ I WTEDY DOPIERO BĘDZIE PROBLEM. JA SIĘ Z NIKIM NIE CHCĘ KŁÓCIĆ, ZWŁASZCZA Z WŁAŚCICIELEM TEGO PSA, BO MAMY WSPÓLNYCH MUZYCZNYCH ZNAJOMYCH I MOŻE SIĘ ZDARZYĆ, ŻE SPOTKAMY SIĘ NA JAKIMŚ KONCERCIE, ALE MIMO WSZYSTKO NA TAKIE SYTUACJE TRZEBA REAGOWAĆ.