środa, 25 sierpnia 2010

DZIEŃ 416

MIAŁAM DZISIAJ BARDZO MIŁY, CHOĆ DZIWNY SEN. ŚNIŁ MI SIĘ PRZYSTOJNY BLONDYN O DUŻYCH NIEBIESKICH OCZACH, KTÓRE POKRYWAŁY DŁUGIE RZĘSY. BYŁ TEŻ DOŚĆ DOBRZE ZBUDOWANY. TEN SEN BYŁ MIŁY, BO W KOŃCU FAJNY FACET MI SIĘ ŚNIŁ. :) A DZIWNY DLATEGO, ŻE MI RACZEJ NIE PODOBAJĄ SIĘ BLONDYNI TYLKO BRUNECI I NIE Z NIEBIESKIMI TYLKO BRĄZOWYMI, CZARNYMI LUB ZIELONYMI OCZAMI. JAK SIĘ OBUDZIŁAM, TO DŁUGO MYŚLAŁAM NAD TYM, KIM MÓGŁ BYĆ TEN CHŁOPAK I PO DŁUŻSZYM ZASTANOWIENIU DOSZŁAM DO WNIOSKU, ŻE PRZYPOMINAŁ CHŁOPAKA, KTÓREGO KIEDYŚ WIDZIAŁAM NA PARADZIE KONI I KTÓRY BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ. POZA TYM JUTRO PO RAZ KOLEJNY IDĘ NA PIELGRZYMKĘ NA JASNĄ GÓRĘ I JAKBY NIE PATRZEĆ PO RAZ KOLEJNY MAM DYLEMAT CZY NA PEWNO POWINNAM IŚĆ (Z MOJĄ WIARĄ W BOGA JUŻ DŁUŻSZY CZAS JEST KIEPSKO) A JEŚLI TAK TO Z JAKĄ INTENCJĄ. CO ROKU PROSIŁAM BOGA O TO ŻEBY MÓJ UKOCHANY MNIE POKOCHAŁ, W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE NIGDY TAK SIĘ NIE STAŁO, POSTANOWIŁAM, ŻE W TYM ROKU POPROSZĘ BOGA O CAŁKIEM NOWĄ I SZCZĘŚLIWĄ DLA SIEBIE MIŁOŚĆ.