sobota, 3 lipca 2010

DZIEŃ 363

PISAŁAM DZIŚ Z SYLWKIEM, BRAKUJE MU SNU, JEST TROCHĘ NERWOWY I NIC MU SIĘ NIE CHCE. Z KAŻDYM DNIEM CORAZ BARDZIEJ SIĘ MARTWIĘ, ŻE TO MOŻE SIĘ ODBIĆ NA JEGO ZDROWIU, NIE CHCIAŁABYM ŻEBY BYŁ CHORY TYLKO PRZEZ TO, ŻE MA TAKĄ PRACĘ JAKĄ MA. POZA TYM SYLWEK NARZEKA, ŻE PRZEJADŁO MU SIĘ AMERYKAŃSKIE JEDZENIE TYPU FAST FOOD CZYLI HOT - DOGI, HAMBURGERY, FRYTKI. BARDZO BRAKUJE MY GRZYBOWEJ ORAZ BARSZCZU BIAŁEGO I CZERWONEGO. CHYBA BĘDĘ MUSIAŁA NAUCZYĆ SIĘ GOTOWAĆ. :) POZA TYM JAK POWIEDZIAŁAM MAMIE, ŻE SYLWKOWI BRAKUJE POLSKIEGO JEDZENIA, TO POWIEDZIAŁA, ŻE JAK TYLKO WRÓCI Z KOSOWA, TO ONA GO ZAPRASZA DO NAS NA OBIAD. MUSZĘ MU TO JUTRO PRZEKAZAĆ. BYŁABYM NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE, GDYBY PRZYJECHAŁ.