piątek, 2 lipca 2010

DZIEŃ 362

ZNOWU PISAŁAM Z DARIĄ O SYLWKU, OBIE SIĘ ZASTANAWIAŁYŚMY, CO BY BYŁO, GDYBYM PRZESTAŁA KONTROLOWAĆ SWOJE UCZUCIA I CZY ON MOŻE COŚ DO MNIE CZUĆ, JEŚLI NP. MÓWI DO MNIE KWIATUSZKU. STARAM SIĘ NIE MYŚLEĆ O NIM ZA DUŻO, ALE TO NIE JEST PROSTE. BUDZĘ SIĘ Z MYŚLĄ, ŻE MOŻE WIECZOREM ZNÓW POPISZEMY NA GADU - GADU, KIEDY IDĘ SPAĆ WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE ON LEŻY OBOK MNIE, JUŻ ŚPI A JA PATRZĘ NA NIEGO I GŁASKAM GO PO POLICZKU. MARTWIĘ SIĘ, ŻE MA ZA MAŁO SNU LUB KIEDY COŚ GO BOLI I JEST MI GO ŻAL, KIEDY MUSI ZARYWAĆ NOCE. JESTEM ROZDARTA, BO WIEM, ŻE NIE MOGĘ GO KOCHAĆ. PO PIERWSZE: DZIELI NAS SPORA ODLEGŁOŚĆ (NIE CHODZI MI O KOSOWO TYLKO O DOM SYLWKA W POLSCE), PO DRUGIE: NIC MU NIE MOGĘ ZAOFEROWAĆ, PO TRZECIE: MIAŁAM JUŻ NIGDY SIĘ NIE ZAKOCHAĆ. NIE CHCĘ ŻADNEJ MIŁOŚCI!