wtorek, 29 czerwca 2010

DZIEŃ 359

DZISIAJ PISAŁAM Z SYLWKIEM OD DRUGIEJ DO CZWARTEJ NAD RANEM. BYŁO BARDZO MIŁO, JAK ZAWSZE ZRESZTĄ. MOIM ZDANIEM SYLWEK MIMO TEGO, ŻE JEST ŻOŁNIERZEM NIE ROBI Z SIEBIE TWARDZIELA NA SIŁĘ. JEST TWARDY, BO GDYBY NIE BYŁ, TO BY NIE WYTRZYMAŁ W MIEJSCU, GDZIE TRWA WOJNA. KIEDY PISZEMY Z SOBĄ NA GG, TO SYLWEK WYDAJE MI SIĘ BARDZO NATURALNY. PO NIECAŁYCH DWÓCH MIESIĄCACH ZNAJOMOŚCI JESTEM W STANIE, PO TYM JAK PISZE, WYCZUĆ CZY COŚ GO MARTWI, DENERWUJE LUB KIEDY PO PROSTU JEST SPOKOJNY. KILKA DNI TEMU BYŁ BARDZO ZDENERWOWANY TYM, ŻE MOGĄ GO UKARAĆ ZA WYPADEK W GÓRACH I OBCIĄŻYĆ KOSZTAMI NAPRAWY SAMOCHODU, WTEDY TE NERWY BYŁY WIDOCZNE W STYLU JEGO PISANIA. JAK ZAPYTAŁAM GO CZY SIĘ DENERWUJE, TO POWIEDZIAŁ, ŻE TAK I ZACZĄŁ MNIE PRZEPRASZAĆ ZA TO JAK PISZE. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE BARDZO DOBRZE ROZUMIEM JEGO UCZUCIA I PRÓBOWAŁAM JAKOŚ DODAĆ MU OTUCHY, ALE ON POWIEDZIAŁ, ŻE ŁATWO MI MÓWIĆ, BO NIE WIEM JAK JEST W WOJSKU. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE MA RACJĘ, BO NIE WIEM JAK JEST W WOJSKU, ALE NA PEWNO WIEM, ŻE NIE MOŻNA TAK BARDZO SIĘ MARTWIĆ, BO TO I TAK NIC NIE ZMIENI A SPOWODUJE, ŻE BĘDZIE PRZYBITY. 

SZCZERZE MÓWIĄC BOJĘ SIĘ, ŻE SYLWEK PRZEZ TEN POBYT W KOSOWIE DOSTANIE JAKIEJŚ DEPRESJI. W MOJEJ MIEJSCOWOŚCI BYŁ KIEDYŚ TAKI CHŁOPAK, KTÓRY POJECHAŁ NA MISJĘ DO AFGANISTANU, KIEDY WRÓCIŁ MIAŁ JAKIEŚ ZABURZENIA PSYCHICZNE I WYLĄDOWAŁ W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM. NIE CHCIAŁABYM ŻEBY TO SAMO SPOTKAŁO SYLWKA. MYŚLICIE, ŻE JESTEM W STANIE JAKOŚ WSPIERAĆ GO PSYCHICZNIE SKORO ZNAMY SIĘ TYLKO PRZEZ INTERNET?