piątek, 18 czerwca 2010

DZIEŃ 348

PISAŁAM DZIŚ Z SYLWKIEM, TYM ŻOŁNIERZEM, KTÓRY JEST TERAZ W KOSOWIE. ZAPROPONOWAŁ ABYŚMY ZOSTALI NAJBLIŻSZYMI PRZYJACIÓŁMI, OCZYWIŚCIE BARDZO CHĘTNIE SIĘ NA TO ZGODZIŁAM. BARDZO GO LUBIĘ I W JAKIŚ TAM SPOSÓB MI NA NIM ZALEŻY. ZWŁASZCZA TERAZ, KIEDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE MAŁO BRAKOWAŁO I BYM GO STRACIŁA. KILKA DNI TEMU SYLWEK JECHAŁ NA PATROL PO BARDZO WYSOKICH GÓRACH, JECHAŁ NAJCIĘŻSZYM, OPANCERZONYM SAMOCHODEM I MIAŁ WYPADEK. WYLĄDOWAŁ NA BOKU SAMOCHODU I MAŁO BRAKOWAŁO A WPADŁBY DO PRZEPAŚCI. POZA TYM PĘKŁA SZYBA I POCIĘŁA MU RĘKĘ. BYŁAM PRZERAŻONA, GDY MI O TYM POWIEDZIAŁ.