wtorek, 1 czerwca 2010

DZIEŃ 331

MIAŁAM MAŁY WYPADEK NA REHABILITACJI. MAMY NIE BYŁO, BO POSZŁA Z OLKĄ DO GINEKOLOGA A JA MUSIAŁAM WYJŚĆ DO TOALETY, WIĘC POSZŁAM Z PANIĄ AGNIESZKĄ I GDY WRACAŁYŚMY Z POWROTEM DO GABINETU, UPADŁAM I TERAZ TROCHĘ BOLI MNIE KOLANO, ALE TO NIC POWAŻNEGO. POZA TYM MAMA Z OLKĄ SPOTKAŁY U GINEKOLOGA MOJĄ "TEŚCIOWĄ", KTÓRA ZAPROPONOWAŁA OLCE, ŻE JĄ PODWIEZIE DO DOMU, ALE OLKA SIĘ WSTYDZIŁA I NIE CHCIAŁA JECHAĆ. 
POZA TYM OGLĄDAŁAM DZIŚ PIERWSZĄ CZĘŚĆ SAGI "ZMIERZCH", JUŻ KIEDYŚ OPOWIADAŁAM WAM, ŻE JEJ BOHATERKA ZAKOCHAŁA SIĘ W WAMPIRZE. WRACAM DO TEGO DLATEGO, ŻE W TYM FILMIE EDWARD POWIEDZIAŁ JEDNO BARDZO FAJNE ZDANIE: "JESTEM STWORZONY PO TO ŻEBY WSZYSTKO: MOJA TWARZ, MÓJ GŁOS, CIĘ DO MNIE PRZYCIĄGAŁY". KIEDY TO USŁYSZAŁAM POMYŚLAŁAM SOBIE, ŻE TE SŁOWA MÓGŁBY WYPOWIEDZIEĆ MÓJ UKOCHANY, BO ON CHYBA PO TO SIĘ URODZIŁ ABYM JA GO PRZEZ CAŁE ŻYCIE PRAGNĘŁA CAŁĄ SOBĄ. W TYM FILMIE TAKŻE PADA ZDANIE, KTÓRE JA MOGŁABYM POWIEDZIEĆ JEMU, BRZMI ONO: "JESTEŚ MOJĄ PRYWATNĄ ODMIANĄ HEROINY", ON NAPRAWDĘ DZIAŁA NA MNIE JAK NARKOTYK.