piątek, 14 maja 2010

DZIEŃ 313

DZISIEJSZY POST BĘDZIE BARDZO DŁUGI I BĘDZIE SKŁADAĆ SIĘ Z TRZECH PUNKTÓW: 

1. OPIS I REPRODUKCJE DWÓCH OBRAZÓW.
2. ROZMOWA Z MAMĄ I KAROLEM O ZMARŁEJ DZIEWCZYNIE MOJEGO UKOCHANEGO.
3. ZJAWISKO BILOKACJI.

PUNKTEM WSPÓLNYM TYCH TRZECH RZECZY BĘDZIE MÓJ UKOCHANY.


 
"DAMA Z GRONOSTAJEM" (POWSZECHNIE ZWANA "DAMĄ Z ŁASICZKĄ") - OBRAZ STWORZONY W LATACH 1483-1490 PRZEZ WŁOSKIEGO ARTYSTĘ RENESANSOWEGO - LEONARDO DA VINCI W MEDIOLANIE. PORTRET ZOSTAŁ WYKONANY W TECHNICE OLEJNEJ, Z UŻYCIEM TEMPERY, NA DESCE ORZECHOWEJ O WYMIARACH 54, 7 NA 40,3 CM. PRZEDSTAWIA CECYLIĘ GALLERANI, KOCHANKĘ KSIĘCIA LUDOVICO SFORZY. W CZASIE NABYCIA OBRAZU PRZEZ CZARTORYSKICH NIEZNANA BYŁA HISTORIA ANI DZIEŁA, ANI TEŻ TOŻSAMOŚĆ MODELKI. OBECNOŚĆ ZWIERZĄTKA UZNANO ZA NATURALNY, DEKORACYJNY ELEMENT OBRAZU. DOPIERO KRYTYCZNA ANALIZA IKONOGRAFII W XX WIEKU DAŁA NAJBARDZIEJ PRAWDOPODOBNĄ INTERPRETACJĘ DZIEŁA. TRZYMANE PRZEZ MODELKĘ ZWIERZĄTKO, NAZYWANE GRONOSTAJEM, A WCZEŚNIEJ ŁASICZKĄ (A BYĆ MOŻE JEST TO ALBINOTYCZNA ODMIANA FRETKI), MA ZŁOŻONE ZNACZENIE EMBLEMATYCZNE. JEGO GRECKA NAZWA - GALÉE ZAWIERA SIĘ W NAZWISKU GALLERANI - JEST WIĘC NAWIĄZANIEM DO NAZWISKA MODELKI. ZWIERZĄTKO JEST RÓWNIEŻ CZYTELNYM SYMBOLEM LUDOVICA SFORZY, NAZYWANEGO PRZEZ WSPÓŁCZESNYCH "ERMELLINO" W NAWIĄZANIU DO PRESTIŻOWEGO "ORDERU GRONOSTAJA", KTÓREGO BYŁ KAWALEREM, I KTÓREGO WIZERUNKU UŻYWAŁ JAKO SWOJEGO GODŁA. 

W CZASIE PORTRETOWANIA CECYLII PROWADZONO JUŻ PERTRAKTACJE W SPRAWIE MARIAŻU LUDOVICA Z BEATRICE D'ESTE; LEONARDO DA VINCI NIE MÓGŁ W ZWIĄZKU Z TYM UKAZAĆ KOCHANKÓW SPLECIONYCH W MIŁOSNYM UŚCISKU. GRONOSTAJ SPOCZYWAJĄCY NA ŁONIE MODELKI, JEST ZAWOALOWANYM PRZEDSTAWIENIEM TEJ SYTUACJI. ŁASICZKA MOŻE BYĆ RÓWNIEŻ POJMOWANA JAKO ALEGORIA MACIERZYŃSTWA, GDYŻ ZGODNIE Z SIĘGAJĄCĄ ANTYKU TRADYCJĄ UŁATWIAŁA ROZWIĄZANIE. ARTYSTA UMIEŚCIŁ ZWIERZĄTKO W TAKI SPOSÓB, BY ZAKRYWAŁO BRZEMIENNOŚĆ MODELKI (NOSIŁA ONA SYNA LUDOVICA - CESARE) JEDNOCZEŚNIE W SYMBOLICZNY SPOSÓB MÓWIĄC O JEJ "BŁOGOSŁAWIONYM STANIE". 

TAKA INTERPRETACJA DZIEŁA SPOTKAŁA SIĘ Z POWSZECHNYM UZNANIEM HISTORYKÓW SZTUKI, PRZEKREŚLAJĄC ZARAZEM DAWNE TEORIE O "REALISTYCZNYM" MALARSTWIE PORTRETOWYM LEONARDA, KTÓRE NIE ZAWIERAŁO ZŁOŻONYCH ELEMENTÓW SYMBOLICZNYCH CZY ALEGORYCZNYCH. BADANIA RADIOGRAFICZNE OBRAZU, PRZEPROWADZONE W 1992 ROKU W WASZYNGTONIE, POTWIERDZIŁY, ŻE CZARNE TŁO KRYJE PIERWOTNY SZARO - NIEBIESKI RYSUNEK. PRAWDOPODOBNIE BYŁ ON NIEWYKOŃCZONY LUB SPRAWIAŁ TAKIE WRAŻENIE, WIĘC ZAMALOWANO TŁO CZARNĄ, NIEPRZEJRZYSTĄ FARBĄ, KTÓRA MIEJSCAMI ŁAMIE MIĘKKĄ LINIĘ KONTURU. W 1800 ROKU OBRAZ ZAKUPIŁ KSIĄŻĘ ADAM JERZY CZARTORYSKI I SPREZENTOWAŁ GO SWOJEJ MATCE - IZABELI CZARTORYSKIEJ. WYSTAWIANY BYŁ W DOMU GOTYCKIM W PUŁAWACH. W CZASIE POWSTANIA LISTOPADOWEGO ZOSTAŁ WYWIEZIONY DO PARYŻA. POD KONIEC XIX WIEKU, OKOŁO 1880 ROKU ZNÓW POWRÓCIŁ DO POLSKI, DO KRAKOWA, GDZIE OTWORZONO MUZEUM CZARTORYSKICH. W 1939 ROKU ZOSTAŁ ZAGRABIONY PRZEZ OKUPANTÓW NIEMIECKICH, SŁUŻYŁ JAKO DEKORACJA WAWELSKIEJ REZYDENCJI HANSA FRANKA, NASTĘPNIE WYWIEZIONO GO DO NIEMIEC, SKĄD POWRÓCIŁ W 1946 ROKU DO KRAKOWA.


 "DZIEWCZYNA Z PERŁĄ" LUB "DZIEWCZYNA W PERŁOWYCH KOLCZYKACH" - OBRAZ AUTORSTWA HOLENDERSKIEGO MALARZA - JANA VERMEERA, UZNAWANY ZA JEDEN Z NAJWYBITNIEJSZYCH PRZYKŁADÓW SIEDEMNASTOWIECZNEGO MALARSTWA. ZNAJDUJE SIĘ OBECNIE W MUZEUM MAURITSHUIS W HADZE, BYWA CZĘSTO NAZYWANY "MONA LISĄ PÓŁNOCY" LUB "HOLENDERSKĄ MONA LISĄ". DZIEŁO JEST SYGNOWANE IV MEER, JEDNAK NIE JEST ZNANA DOKŁADNA DATA JEGO POWSTANIA. NIE MA TAKŻE PEWNOŚCI CO DO TEGO, CZY POWSTAŁ NA ZAMÓWIENIE, A JEŚLI TAK, TO KTO BYŁ ZLECENIODAWCĄ. O ILE WIĘKSZOŚĆ OBRAZÓW VEERMERA UKAZUJE POSTACI W KONTEKŚCIE NARRACYJNYM, O TYLE ZALEDWIE KILKA DZIEŁ Z JEGO DOROBKU (W TYM "DZIEWCZYNA Z PERŁĄ") POZBAWIONYCH JEST AKCJI I WYDAJE SIĘ BYĆ PORTRETAMI. OBRAZ MIAŁ WIELU WŁAŚCICIELI. W 1993 ROKU A. A. TOMBE PRZEKAZAŁ GO MUZEM MAURITSHUIS, GDZIE ZNAJDUJE SIĘ DO DZIŚ. W 1937 ROKU PODOBNE DZIEŁO ZOSTAŁO PRZEKAZANE PRZEZ JEDNEGO Z KOLEKCJONERÓW DO NATIONAL GALLERY OF ART W WASZYNGTONIE, PRZYJMUJE SIĘ JEDNAK, ŻE JEST TO DWUDZIESTOWIECZNY FALSYFIKAT. PRZEDSTAWIONA NA OBRAZIE DZIEWCZYNA, KTÓREJ TOŻSAMOŚĆ JEST NIEZNANA (MOŻE CÓRKA MALARZA, MARIA?) SPRAWIA WRAŻENIE JAKBY ODWRÓCIŁA SIĘ NA DŹWIĘK ZNAJOMEGO GŁOSU. JEJ SYLWETKA ODCINA SIĘ OD CZARNEGO TŁA. Z CZERNIĄ KONTRASTUJĄ KOLORY JEJ STROJU - BRĄZ KUBRACZKA, BIEL KOŁNIERZA ORAZ BŁĘKIT I ŻÓŁĆ TURBANU. W UCHU MA ZAWIESZONY KOLCZYK Z PERŁĄ W KSZTAŁCIE ŁEZKI. TURBAN, KTÓRY MA NA GŁOWIE, JEST ELEMENTEM EGZOTYCZNYM, JEDNAK POPULARNYM W EUROPIE JUŻ OD XV WIEKU.

ROZMAWIAŁAM DZISIAJ Z MAMĄ I KAROLEM O ZMARŁEJ DZIEWCZYNIE MOJEGO UKOCHANEGO. KAROL ZAPYTAŁ MOJĄ MAMĘ, CO BYŁO POWODEM JEJ ŚMIERCI I MAMA POWIEDZIAŁA, ŻE NADMIERNIE SIĘ ODCHUDZAŁA. KAROL ZACZĄŁ SIĘ GŁOŚNO ZASTANAWIAĆ CZY TO NIE PRZEZ JEJ CHŁOPAKA? W ODPOWIEDZI ODWARKNĘŁAM MU, ŻE NIE, NA PEWNO NIE. JAKOŚ NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE ON MÓGŁBY ZAŻĄDAĆ OD NIEJ, ŻEBY ZACZĘŁA SIĘ ODCHUDZAĆ. JEŚLI MAM BYĆ Z WAMI SZCZERA, TO TROCHĘ DZIWI MNIE FAKT, ŻE DZIEWCZYNA, KTÓRA MIAŁA TAK FAJNEGO CHŁOPAKA, NA WŁASNE ŻYCZENIE ZNISZCZYŁA SOBIE ZDROWIE DO TEGO STOPNIA, ŻE ZMARŁA. JAK BARDZO MUSIAŁO SIĘ RÓŻNIĆ JEJ MYŚLENIE OD MOJEGO. ONA UMIERAJĄC GO ZOSTAWIŁA A PRZECIEŻ GDYBY BARDZO CHCIAŁA, TO BY ODSTAWIŁA TE TABLETKI NA ODCHUDZANIE, ZADBAŁA O SIEBIE I TYM SAMYM ZAOSZCZĘDZIŁABY SWOJEMU I OBECNIE MOJEMU UKOCHANEMU MNÓSTWA BÓLU. JA NATOMIAST ZROBIŁABYM DLA NIEGO WSZYSTKO I NAWET DO GŁOWY BY MI NIE PRZYSZŁO NISZCZENIE SOBIE ZDROWIA NA WŁASNE ŻYCZENIE, WŁAŚNIE ZE WZGLĘDU NA TO, CO ON BY POTEM CZUŁ.

BILOKACJA MOŻE BYĆ ZDEFINIOWANA JEDNOCZESNYM POBYTEM OSOBY W DWÓCH MIEJSCACH. WIELU ŚWIADKÓW POŁĄCZONYCH Z CHRZEŚCIJAŃSKIMI TRADYCJAMI, ZANOTOWAŁO OKOLICZNOŚCI DWULOKACJI, KTÓRE BYŁY ZAUWAŻONE U WIELU ŚWIĘTYCH. OJCIEC PIO MIAŁ WIELU NAOCZNYCH ŚWIADKÓW, KTÓRZY WIDZIELI GO W RÓŻNYCH MIEJSCACH W TYM SAMYM CZASIE. OTO KILKA ŚWIADECTW:

PANI MARIA, JEDNA ZE SPIRYTUALNYCH CÓREK OJCA PIO, STWIERDZIŁA, ŻE PEWNEGO DNIA, PODCZAS MODLITWY JEJ BRAT ZASNĄŁ. NATYCHMIAST ZOSTAŁ ON OBUDZONY UDERZENIEM W PRAWY POLICZEK. ZORIENTOWAŁ SIĘ, ŻE RĘKA, KTÓRA GO UDERZYŁA BYŁA ODZIANA W PÓŁ - RĘKAWICZKĘ. OD RAZU POMYŚLAŁ O OJCU PIO. NASTĘPNEGO DNIA ZAPYTAŁ SIĘ ON OJCA PIO CZY ON GO UDERZYŁ W POLICZEK. "TO JEST SPOSÓB NA ODRZUCENIE ŚPIĄCZKI PODCZAS MODLITWY" - ODPOWIEDZIAŁ OJCIEC PIO. W TEN SPOSÓB OJCIEC PIO "OBUDZIŁ" UWAGĘ MĘŻCZYZNY.

PEWNEGO DNIA, BYŁY OFICER ARMII WŁOSKIEJ WSZEDŁ DO ZAKRYSTII I ZAUWAŻAJĄC OJCA PIO POWIEDZIAŁ: "TAK JEST TU! NIE POMYLIŁEM SIĘ!" PODSZEDŁ DO OJCA PIO, KLĘKAJĄC PRZED NIM ZE ŁZAMI W OCZACH POWIEDZIAŁ: "OJCZE DZIĘKI ZA OCALENIE MNIE OD ŚMIERCI". PO CZYM ZACZĄŁ OPOWIADAĆ TAM ZGROMADZONYM. "BYŁEM KAPITANEM W PIECHOCIE, PEWNEGO DNIA NA FRONCIE, PODCZAS STRASZNEJ GODZINY BITWY NIEDALEKO MNIE ZOBACZYŁEM MNICHA, KTÓRY KRZYKNĄŁ: "NIECH SIĘ PAN ODDALI Z TEGO MIEJSCA!" PODBIEGŁEM DO NIEGO - I W TYM SAMYM MOMENCIE, TAM GDZIE PRZED CHWILĄ STAŁEM WYBUCHŁ GRANAT I POZOSTAWIŁ KRATER. GDY SIĘ ODWRÓCIŁEM Z POWROTEM DO MNICHA - JEGO JUŻ TAM NIE BYŁO". OJCIEC PIO PODCZAS DWULOKACJI OCALIŁ JEGO ŻYCIE.


OJCIEC ALBERTO, KTÓRY SPOTKAŁ SIĘ Z OJCEM PIO W 1917 ROKU STWIERDZIŁ: "OJCIEC PIO STAŁ PRZY OKNIE I PATRZYŁ NA GÓRY. MÓWIŁ COŚ DO SIEBIE. PODSZEDŁEM ABY UCAŁOWAĆ JEGO RĘKĘ LECZ ON MNIE NIE DOSTRZEGŁ - JEGO RĘKA BYŁA SZTYWNA. W TYM MOMENCIE USŁYSZAŁEM JAK OJCIEC PIO UDZIELA KOMUŚ PRZEDŚMIERTNEGO ROZGRZESZENIA. PO CHWILI OJCIEC PIO ZATRZĄSŁ SIĘ JAKBY SIĘ BUDZIŁ ZE SNU. "TY TU JESTEŚ? NIE ZAUWAŻYŁEM CIEBIE" - POWIEDZIAŁ, GDY MNIE ZOBACZYŁ. PO KILKU DNIACH PRZYSZEDŁ TELEGRAM Z TURYNU. KTOŚ DZIĘKOWAŁ PRZEŁOŻONEMU ZA WYSŁANIE OJCA PIO DO TURYNU DO UMIERAJĄCEGO. DOMNIEMAŁEM, ŻE TA OSOBA UMIERAŁA W TYM SAMYM CZASIE, GDY OJCIEC PIO UDZIELAŁ MU ROZGRZESZENIA W ROTUNDZIE W SAN GIOVANI ROTONDO. NAJWYRAŹNIEJ PRZEŁOŻONY ZAKONU WYSŁAŁ OJCA PIO DO TURYNU, KTÓRY TO PRZENIÓSŁ SIĘ TAM PRZEZ DWULOKACJĘ.


W 1946 ROKU AMERYKAŃSKA RODZINA Z FILADELFII WYBRAŁA SIĘ DO SAN GIOVANI ROTONDO ABY PODZIĘKOWAĆ OJCU PIO. ICH SYN, KTÓRY W DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ BYŁ PILOTEM BOMBOWCA, ZOSTAŁ OCALONY PRZEZ OJCA PIO NAD PACYFIKIEM. OTO WYJAŚNIENIE SYNA: "BYLIŚMY TUŻ PRZY DOCELOWYM OGNISKU NA WYSPIE GDZIE MIELIŚMY WYLĄDOWAĆ Z PEŁNYM ŁADUNKIEM BOMB. ZOSTALIŚMY TRAFIENI PRZEZ JAPOŃSKI MYŚLIWIEC. SAMOLOT WYBUCHŁ ZANIM RESZTA ZAŁOGI ZDĄŻYŁA WYSKOCZYĆ. TYLKO MI UDAŁO SIĘ WYSKOCZYĆ. NAWET NIE WIEM W JAKI SPOSÓB. PRÓBOWAŁEM OTWORZYĆ SPADOCHRON, ALE BEZSKUTECZNIE. NIECHYBNIE ROZBIŁBYM SIĘ O ZIEMIĘ GDYBY NIE POMOC MNICHA, KTÓRY ZJAWIŁ SIĘ W LOCIE. MIAŁ BIAŁĄ BRODĘ. WZIĄŁ MNIE W RAMIONA I DELIKATNIE ZŁOŻYŁ U BRAMY BAZY. MOŻECIE SOBIE WYOBRAZIĆ ZDZIWIENIE MOJĄ PRZYGODĄ. NIKT NIE CHCIAŁ WIERZYĆ, ALE MOJA OBECNOŚĆ TAM BYŁA NIEZBITYM DOWODEM. PODCZAS WYJAZDU DO DOMU NA PRZEPUSTCE, WŚRÓD ZDJĘĆ MOJEJ MATKI ROZPOZNAŁEM MNICHA, KTÓRY MNIE OCALIŁ. MATKA MI POWIEDZIAŁA, ŻE POPROSIŁA OJCA PIO O OPIEKĘ NADE MNĄ.


PEWNA  KOBIETA MIESZKAŁA ZE SWOJĄ CÓRKĄ W BOLONII. MIAŁA ONA GUZ NOWOTWOROWY NA RAMIENIU. CÓRKA PRZEKONAŁA JĄ DO OPERACJI. CHIRURG CHCIAŁ JESZCZE TROCHĘ POCZEKAĆ Z USTALENIEM DATY OPERACJI. TYMCZASEM ZIĘĆ WYSŁAŁ TELEGRAM DO OJCA PIO, PROSZĄC O MODLITWĘ ZA SWOJĄ TEŚCIOWĄ. W TYM SAMYM CZASIE, GDY OJCIEC PIO OTRZYMAŁ TELEGRAM, KOBIETA TA, SIEDZĄC SAMA W JADALNI ZOBACZYŁA WCHODZĄCEGO KAPUCYNA PRZEZ DRZWI DO POKOJU. "JESTEM OJCIEC PIO Z PIETRELCINY" - PRZEDSTAWIŁ SIĘ. PO KRÓTKIEJ ROZMOWIE O DIAGNOZIE LEKARSKIEJ I NAMOWIE DO MODLITWY DO BŁOGOSŁAWIONEJ MATKI, OJCIEC PIO ZROBIŁ ZNAK KRZYŻA NA JEJ RAMIENIU I WYSZEDŁ. W TYM MOMENCIE KOBIETA ZAWOŁAŁA, SŁUŻĄCĄ, CÓRKĘ ORAZ ZIĘCIA I ZAPYTAŁA ICH DLACZEGO WPUŚCILI DO NIEJ OJCA PIO BEZ ZAPOWIEDZI. ONI ZAŚ ZGODNIE ODPOWIEDZIELI, ŻE OJCA PIO NIE WIDZIELI I DO DOMU NIKOGO NIE WPUSZCZALI. NASTĘPNEGO DNIA, W PRZYGOTOWANIU DO OPERACJI, CHIRURG ZBADAŁ KOBIETĘ LECZ GUZA NIE BYŁO.

OJCIEC PIO ODWIEDZIŁ BISKUPA, KTÓRY UDZIELAŁ MU ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH 10 SIERPNIA 1910 ROKU W KATEDRZE BENEVENTO. WYDARZYŁO SIĘ TO PRZED ŚMIERCIĄ BISKUPA. OJCIEC PIO BILOKOWAŁ SIĘ ABY DUCHOWO WESPRZEĆ BISKUPA.


NAWET BŁOGOSŁAWIONY DON ORIONE MÓWIŁ O DARZE BILOKACJI OJCA PIO. POWIEDZIAŁ ON: "BYŁEM W KOŚCIELE ŚWIĘTEGO PIOTRA W RZYMIE, ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W UROCZYSTOŚCIACH BEATYFIKACYJNYCH ŚWIĘTEJ TERESY. BYŁ TAM RÓWNIEŻ OJCIEC PIO, POMIMO FAKTU, IŻ W TYM SAMYM CZASIE BYŁ TEŻ RÓWNIEŻ W SWOIM KLASZTORZE. WIDZIAŁEM GO. UŚMIECHAŁ SIĘ I POPRZEZ TŁUM LUDZI ZBLIŻAŁ SIĘ W MOIM KIERUNKU. JEDNAK, KIEDY BYŁ JUŻ CAŁKIEM BLISKO MNIE, ZNIKNĄŁ. 


W 1951 ROKU OJCIEC PIO ODPRAWIAŁ MSZĘ ŚWIĘTĄ W PEWNYM KLASZTORZE W CZECHOSŁOWACJI. PO MSZY SIOSTRY ZAKONNE POSZŁY DO ZAKRYSTII ABY ZAPROPONOWAĆ OJCU PIO KAWĘ JAKO PODZIĘKOWANIE ZA NIESPODZIEWANĄ WIZYTĘ. NIESTETY NIE ZNALAZŁY GO TAM I NA TEJ PODSTAWIE WYWNIOSKOWAŁY, ŻE MIAŁY DO CZYNIENIA ZE ZJAWISKIEM BILOKACJI.


 1956 ROKU OJCIEC PIO ODPRAWIŁ MSZĘ ŚWIĘTĄ DLA PRYMASA WĘGIER - JÓZEFA MINDSZENTEGO W WIĘZIENIU W BUDAPESZCIE. KOŚ, KTO MIAŁ INFORMACJE NA TEMAT UWIĘZIENIA PRYMASA ZAPYTAŁ OJCA PIO WPROST: "OJCZE PIO! ODPRAWIAŁEŚ MSZĘ DLA PRYMASA WĘGIER WIĘC MUSIAŁEŚ TEŻ Z NIM ROZMAWIAĆ! BYŁEŚ Z NIM W WIĘZIENIU I WIDZIAŁEŚ GO". OJCIEC PIO ODPOWIEDZIAŁ: "OCZYWIŚCIE, JEŻELI Z NIM ROZMAWIAŁEM, TO TAKŻE GO WIDZIAŁEM". BYŁ TO PRZYPADEK BILOKACJI.


TERAZ PODSUMOWANIE I WYJAŚNIENIE DLACZEGO TO WSZYSTKO ŁĄCZY SIĘ Z MOIM UKOCHANYM. PATRZĄC NA TE OBRAZY MYŚLĘ O TYM, ŻE ON TEŻ MÓGŁBY NAMALOWAĆ MÓJ PORTRET, CHOĆ OSOBIŚCIE WOLAŁABYM AKT, TAKI JAK TEN Z "TITANICA". CO DO DRUGIEGO PUNKTU, TO CHYBA JASNE W JAKI SPOSÓB SIĘ Z NIM ŁĄCZY A JEŻELI CHODZI O ZJAWISKO BILOKACJI, TO GDYBYM JA POSIADAŁA TAKI DAR, TO NA PEWNO WYKORZYSTYWAŁABYM GO DO CZUWANIA NAD MOIM UKOCHANYM. W MOMENTACH KIEDY W JEGO ŻYCIU DZIAŁO SIĘ COŚ ZŁEGO ZAWSZE MARZYŁAM O TYM BY BYĆ JEGO ANIOŁEM STRÓŻEM. CZĘSTO SOBIE WYOBRAŻAM PRZED SNEM, ŻE MOJE KOCHANIE SŁODKO SOBIE ŚPI A JA JESTEM OBOK NIEGO, PATRZĘ SOBIE JAK ŚPI I GŁASKAM GO DELIKATNIE PO WŁOSACH I POLICZKU.