piątek, 7 maja 2010

DZIEŃ 306

MARTWIĘ SIĘ O SYLWKA, BO BYŁ DZIŚ PRZYBITY I ZARZUCIŁ MI NAWET, ŻE GO OLEWAM. BYŁO MI PRZYKRO, ALE NA SPOKOJNIE I BARDZO DELIKATNIE WYTŁUMACZYŁAM MU, ŻE JEST W BŁĘDZIE. SYLWEK MA BARDZO NISKĄ SAMOOCENĘ, POWIEDZIAŁ MI O TYM JUŻ PODCZAS PIERWSZEJ ROZMOWY I TERAZ ZASTANAWIAM SIĘ CZY TA JEGO NISKA SAMOOCENA I PRZYBICIE NIE SĄ PRZYPADKIEM TYPOWYMI CECHAMI KAŻDEGO ŻOŁNIERZA, KTÓRY WYJEŻDŻA NA MISJĘ. CHCIAŁABYM TEŻ ZADAĆ SYLWKOWI JEDNO PYTANIE MIANOWICIE CZY ZDARZYŁO MU SIĘ KIEDYŚ STRZELAĆ DO INNEGO CZŁOWIEKA, ALE NIE CHCIAŁABYM GO ZRANIĆ TYM PYTANIEM. POZA TYM DZIEŃ MINĄŁ MI CAŁKIEM NORMALNIE, CHOĆ TRUDNO TAK NAZWAĆ DNI OD KIEDY ZNAM SYLWKA, BO ŚWIADOMOŚĆ, ŻE ON MNIE TAK BARDZO LUBI DAJE MI MNÓSTWO RADOŚCI.