czwartek, 6 maja 2010

DZIEŃ 305

DZIŚ PISAŁAM Z SYLWKIEM DO DRUGIEJ W NOCY I TERAZ TEŻ PISZEMY. ODKĄD POKAZAŁAM SYLWKOWI MÓJ BLOG I ZDJĘCIA, TO ZACZĄŁ NAMAWIAĆ MNIE NA ZAKUP KAMERKI INTERNETOWEJ. JA JEDNAK NIE JESTEM PRZEKONANA DO TEGO POMYSŁU NIE TYLKO ZE WZGLĘDÓW FINANSOWYCH, BO TO W SUMIE JAKBY NIE PATRZEĆ SPRAWY GROSZOWE, ALE ZE WZGLĘDU NA MÓJ WYGLĄD, JESTEM NIEFOTOGENICZNA. OBIECAŁAM JEDNAK SYLWKOWI, ŻE ZA JAKIŚ CZAS KUPIĘ SOBIE KAMERKĘ. POZA TYM BARDZO MARTWIĘ SIĘ O SYLWKA, BO MIAŁ DZISIAJ JAKIEŚ ĆWICZENIA I MA TERAZ OBDARTY PALEC AŻ DO KOŚCI I BOLĄ GO PLECY ORAZ NOGA. CÓŻ PORADZIĆ, TAKI LOS ŻOŁNIERZA. SYLWEK POWIEDZIAŁ, ŻE CIESZY GO, IŻ SIĘ O NIEGO MARTWIĘ, BO TO ZNACZY, ŻE O NIEGO DBAM. FAKTYCZNIE, GDYBYM MOGŁA, TO BYM O NIEGO DBAŁA.