środa, 5 maja 2010

DZIEŃ 304

WCZORAJ NA CZACIE W INTERII POZNAŁAM FAJNEGO CHŁOPAKA, NAZYWA SIĘ SYLWESTER KIELCZYK I JEST ŻOŁNIERZEM NA MISJI W KOSOWIE. WCZORAJ PISALIŚMY ZE SOBĄ NA GADU - GADU DO CZWARTEJ NAD RANEM I NAPRAWDĘ SUPER NAM SIĘ PISAŁO, GDYBY WSZYSCY MĘŻCZYŹNI NA TYM ŚWIECIE MIELI TAKI FAJNY CHARAKTER JAK SYLWEK, TO TEN ŚWIAT BYŁBY DUŻO PIĘKNIEJSZY. PRZEGADALIŚMY Z SOBĄ OKOŁO 5 GODZIN MOŻE NAWET TROCHĘ WIĘCEJ I CIĄGLE BYŁO NAM MAŁO. PRZEZ TO, ŻE ZE SOBĄ PISALIŚMY DO CZWARTEJ NAD RANEM SYLWEK SPAŁ TYLKO TRZY GODZINY A JA WSTAŁAM O 12 PO POŁUDNIU. WCALE JEDNAK NIE ŻAŁUJĘ, ŻE ZARWALIŚMY TĘ NOC, BO BYŁO EKSTRA. PEWNIE DZIWI WAS, ŻE PO JEDNYM DNIU TYLKO WIRTUALNEJ ZNAJOMOŚCI MAM JEGO ZDJĘCIA NA BLOGU, OTÓŻ MAM JEGO ZDJĘCIA DLATEGO, ŻE ON MA MOJE ZDJĘCIA ZAPISANE NA KOMPUTERZE. ZROBIŁO MI SIĘ BARDZO MIŁO, GDY MI O TYM POWIEDZIAŁ W ZWIĄZKU Z TYM POSTANOWIŁAM MU SIĘ JAKOŚ ODWDZIĘCZYĆ. POZA TYM JESTEM POD WRAŻENIEM JEGO URODY.