sobota, 17 kwietnia 2010

DZIEŃ 286

BYŁAM DZISIAJ NA ŚLUBIE MOJEJ ZNAJOMEJ - BEATY. BARDZO MI SIĘ TEN ŚLUB PODOBAŁ, CHOĆ JEŚLI MAM BYĆ SZCZERA, TO PIEŚŃ PRZED PRZYSIĘGĄ, MIMO ŻE BARDZO MI SIĘ PODOBAŁA, TO JAKOŚ DZIWNIE MI SIĘ KOJARZYŁA. NIE PRZEPADAM ZA ŚLUBAMI, BO ZAWSZE WYOBRAŻAM SOBIE SIEBIE I MOJEGO UKOCHANEGO PRZED OŁTARZEM. W TEJ WIZJI MAM WSZYSTKO DOPRACOWANE W NAJDROBNIEJSZYCH SZCZEGÓŁACH. MÓJ UKOCHANY OCZYWIŚCIE O TYM NIE WIE, ALE W SUMIE KAŻDE, NAWET NAJMNIEJSZE, MOJE MARZENIE JEST Z NIM ZWIĄZANE. ŚLUB JEST TYM JEDNYM Z WIĘKSZYCH MOICH MARZEŃ, ALE PRAWDA JEST TAKA, ŻE NAJWAŻNIEJSZE JEST DLA MNIE JEGO SZCZĘŚCIE. NIEWAŻNE CZY ZE MNĄ CZY Z KIMŚ INNYM, NIEWAŻNE CZY TU CZY GDZIE INDZIEJ. JEŚLI ON BĘDZIE SZCZĘŚLIWY, TO JA TEŻ.