wtorek, 13 kwietnia 2010

DZIEŃ 282

DZISIAJ NA REHABILITACJI ZUPEŁNIE MI NIE SZŁO, WYGRYWAŁA ZE MNĄ SPASTYKA I PANI AGNIESZKA POWIEDZIAŁA, ŻE DOBRZE BY BYŁO SKONSULTOWAĆ SIĘ Z JAKIMŚ NEUROLOGIEM, BO TO TROCHĘ DZIWNE, ŻE PO PÓŁTORAROCZNEJ REHABILITACJI SPASTYKA ZAMIAST USTĘPOWAĆ, TO SIĘ NASILA. KIEDY WIECZOREM USIADŁAM PRZED KOMPUTEREM, TO OD RAZU ZACZĘŁAM SZUKAĆ JAKIEGOŚ NEUROLOGA, KTÓRY PRZYJMUJE NA TERENIE CZĘSTOCHOWY I ZNALAZŁAM JAKĄŚ STRONĘ Z RANKINGIEM PODOBNO NAJLEPSZYCH NEUROLOGÓW I WYBRAŁAM TEGO, KTÓRY MIAŁ NAJWIĘCEJ POZYTYWNYCH OCEN. NAZYWA SIĘ JANUSZ KAPUSTECKI. MAM JUŻ NA NIEGO ODPOWIEDNIE NAMIARY I W NAJBLIŻSZYM CZASIE POSTARAM SIĘ Z NIM SKONTAKTOWAĆ. MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIE MÓGŁ MNIE PRZYJĄĆ BEZ ZBYT DŁUGIEGO CZEKANIA. RAZEM Z PANIĄ AGNIESZKĄ PRZYPUSZCZAMY, ŻE NEUROLOG PRZEPISZE MI JAKIEŚ LEKI ANTYSPASTYCZNE TYPU BACLOFEN, SZCZERZE MÓWIĄC TROCHĘ SIĘ TEGO BOJĘ. NIE ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE TE LEKI W DOŚĆ DUŻYM STOPNIU UZALEŻNIAJĄ, NO I TEGO, ŻE TRZEBA JE BRAĆ DO KOŃCA ŻYCIA, ALE ZE WZGLĘDU NA KOSZTY. PRZYPUSZCZAM, ŻE TE LEKI BĘDĄ KOSZTOWAĆ OD 300 DO 600 ZŁOTYCH. POZA TYM DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE MAMA MOJEGO UKOCHANEGO, CZYLI MOJA "TEŚCIOWA", JAK JA JĄ NIEOFICJALNIE NAZYWAM, TEŻ BĘDZIE CHODZIĆ NA ZABIEGI TYLKO NIE TAKIE JAK JA LECZ BARDZIEJ ZWIĄZANE Z FIZYKOTERAPIĄ. W ZWIĄZKU Z TYM CHODZENIE NA ĆWICZENIA W KOSZULCE ZE ZDJĘCIEM UKOCHANEGO NA RAZIE NIE WCHODZI W GRĘ.