niedziela, 11 kwietnia 2010

DZIEŃ 280

POKŁÓCIŁAM SIĘ Z MAMĄ O OLKI DZIECKO, BO ONA RANO DO MNIE MÓWI TAK:
- CIOCIA AGNIESZKA SIĘ WCZORAJ Z OLKI ŚMIAŁA, ŻE JAK JĄ ZARAZI TYM SWOIM WIRUSEM (CIĄŻĄ) TO JEJ BĘDZIE PŁACIĆ ALIMENTY. 
NA CO JA JEJ POWIEDZIAŁAM:
- CO MNIE TO OBCHODZI, W TYM DOMU JUŻ I TAK JEST DUŻO LUDZI A NIE MA WODY I ŁAZIENKI.
TY TO TAKA ZDZIWACZAŁA JESTEŚ.
- NIE, JESTEM REALISTKĄ, KTÓRA STWIERDZA FAKT.
TERAZ TEŻ WIECZOREM MI MÓWI:
- CIOCIA KRYSIA MI MÓWIŁA, ŻE MA JAKIEŚ PUDŁO Z KAFTANIKAMI.
JA NA TO:
- MAMO, MNIE TO NIE OBCHODZI, JA NIE LUBIĘ DZIECI
- POLUBISZ.
- NIE!
- NIE BĄDŹ TAKA.
- CIEKAWE KTO MI ZABRONI.