czwartek, 8 kwietnia 2010

DZIEŃ 277

MIAŁAM DZISIAJ LEKCJĘ WŁOSKIEGO, JAK PRAWIE W KAŻDY WTOREK I CZWARTEK. LUCA PYTAŁ NAS JAK MAJĄ NA IMIĘ NASI PARTNERZY. JA BEZ WIĘKSZYCH PROBLEMÓW POWIEDZIAŁAM JAK MÓJ UKOCHANY MA NA IMIĘ I GDZIE PRACUJE. CHCIAŁABYM MÓC WAM ZACYTOWAĆ SWOJĄ WYPOWIEDŹ I PEWNIE BYM TO ZROBIŁA, GDYBYM MIAŁA WIĘCEJ ODWAGI, ALE NAWET PISANIE O NIM W TAKIEJ FORMIE, BY NIE PADŁO JEGO IMIĘ JEST DLA MNIE TROCHĘ KRĘPUJĄCE. OD SAMEGO POCZĄTKU ISTNIENIA BLOGA JEST WE MNIE SWOISTY STRACH, ŻE ON NAPRAWDĘ KIEDYŚ NA NIEGO WPADNIE, ZWŁASZCZA, ŻE MÓJ BLOG MOŻNA ODNALEŹĆ W WYSZUKIWARCE GOOGLE. Z DRUGIEJ STRONY WYDAJE MI SIĘ TO MAŁO PRAWDOPODOBNE ŻEBY ON NA NIEGO WPADŁ, BO ŻEBY ZNALEŹĆ MÓJ BLOG MUSIAŁBY WPISAĆ W WYSZUKIWARKĘ MOJE IMIĘ I NAZWISKO A ŻEBY TO ZROBIĆ MUSIAŁBY O MNIE POMYŚLEĆ A TO MU SIĘ RACZEJ NIGDY NIE ZDARZYŁO I NIE ZDARZY. POZA TYM TAKI JEDEN CHŁOPAK - MARCIN - POWIEDZIAŁ MI, ŻE SIĘ WE MNIE ZAKOCHAŁ, ALE JA NIE BARDZO W TO WIERZĘ, BO ON NIE MA NAJLEPSZEJ OPINII.