poniedziałek, 5 kwietnia 2010

DZIEŃ 274

MIAŁAM W NOCY KOSZMARNY SEN. ŚNIŁO MI SIĘ, ŻE SPODZIEWAM SIĘ DZIECKA I ŻE URODZIŁAM MARTWĄ CÓRECZKĘ, KTÓRA BYŁA NAPRAWDĘ PIĘKNA. PAMIĘTAM, ŻE KIEDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ, IŻ NIE ŻYJE, TO I TAK KAZAŁAM JĄ SOBIE DAĆ NA RĘCE. MIAŁA ZAMKNIĘTE OCZKA I STRASZNIE DŁUGIE RZĘSY. ZASTANAWIAŁAM SIĘ JAKIEGO KOLORU MA OCZY. ZIELONE JAK OCZY JEJ OJCA CZY NIEBIESKIE JAK MOJE? BAŁAM SIĘ UNIEŚĆ JEJ POWIEKĘ ABY TO SPRAWDZIĆ. POTEM KTOŚ JĄ ZABRAŁ A JAKAŚ DRUGA OSOBA, KTÓREJ TWARZY NIE WIDZIAŁAM POPROSIŁA ABYM PODAŁA IMIONA. PODAŁAM MAJA, LAURA I POPROSIŁAM ŻEBY MIMO WSZYSTKO JĄ OCHRZCZONO. POTEM ŚNIŁ MI SIĘ POGRZEB I MALEŃKA BIAŁA TRUMNA, KTÓRĄ WRAZ Z MOIM UKOCHANYM NIOSŁAM NA RĘKACH. PÓŹNIEJ KTOŚ DAŁ MI OBRAZEK ŚPIĄCEGO DZIECKA, NAD KTÓRYM CZUWAŁ ANIOŁ STRÓŻ. KIEDY SIĘ OBUDZIŁAM LECIAŁY MI PO POLICZKACH ŁZY. CZYŻBY TO OZNACZAŁO, ŻE PODŚWIADOMIE CHCIAŁABYM BYĆ MATKĄ? PO PRZEBUDZENIU UŚWIADOMIŁAM SOBIE TEŻ, ŻE NIEMOWLĘTA ZAWSZE MAJĄ CIEMNE TĘCZÓWKI CZYLI NASZA CÓRKA Z TEGO SNU NIE MIAŁA ANI MOICH ANI JEGO OCZU. NIKOMU NIE ŻYCZĘ TAKICH SNÓW...