niedziela, 4 kwietnia 2010

DZIEŃ 273

BYŁAM DZISIAJ Z MAMĄ U CIOCI JADZI CHABROWSKIEJ I RENATY BARAN. ROZMAWIAŁAM Z MOIMI KUZYNKAMI - JUDYTĄ I PATRYCJĄ ORAZ CIOCIĄ RENATĄ O CIĄŻY I DZIECKU MOJEJ SIOSTRY. CIOCIA RENATA POWIEDZIAŁA, ŻE JESZCZE TROCHĘ I JA TEŻ PEWNIE ZOSTANĘ MAMĄ. POWIEDZIAŁAM JEJ, ŻE PO PIERWSZE: NIE MAM Z KIM MIEĆ DZIECKA A PO DRUGIE: NIE LUBIĘ DZIECI. MYŚLĘ, ŻE NAWET GDYBYM MIAŁA CHŁOPAKA LUB MĘŻA, TO I TAK ZE WZGLĘDU NA SWOJE SCHORZENIE NIGDY NIE WZIĘŁABYM POD UWAGĘ MACIERZYŃSTWA. JESTEM ŚWIADOMA SWOICH OGRANICZEŃ I WIEM, ŻE BARDZO BY MI BYŁO CIĘŻKO ZE ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE NIE JESTEM W STANIE ZAOPIEKOWAĆ SIĘ SWOIM DZIECKIEM. TO CHYBA WŁAŚNIE TA ŚWIADOMOŚĆ JEST POWODEM TEGO, ŻE JA TAK BARDZO NIE LUBIĘ DZIECI I NIE CHCĘ ICH MIEĆ.