wtorek, 30 marca 2010

DZIEŃ 268

DZISIAJ MAM CIĘŻKI DZIEŃ. MUSIAŁAM ZALICZYĆ TEST Z JĘZYKA WŁOSKIEGO I COŚ MI SIĘ WYDAJE, ŻE PIERWSZE ZADANIE ZUPEŁNIE MI NIE POSZŁO, ALE DWA KOLEJNE ZALICZYŁAM CHYBA CAŁKIEM DOBRZE. ZOBACZYMY, JEŚLI KIEPSKO ZALICZYŁAM, TO POWIEM LUCE, ŻE CHCĘ TO POPRAWIĆ. POZA TYM PO NAPISANIU TESTU ROZMAWIALIŚMY Z LUCĄ TROCHĘ NA TEMAT WIELKANOCNYCH ZWYCZAJÓW WE WŁOSZECH. LUCA POWIEDZIAŁ, ŻE ONI NIE IDĄ DO KOŚCIOŁA Z KOSZYCZKIEM TYLKO NIOSĄ POKARM NA TALERZU. NA TYM TALERZU JEST TYLKO: POMARAŃCZA, JAKO I SALAMI. WŁOSI MAJĄ TEŻ TAKI FAJNY ZWYCZAJ, ŻE DAJĄ SOBIE NA ŚNIADANIU WIELKANOCNYM JAJKA Z CZEKOLADY, COŚ TYPU
JAJKO KINDER. LUCA OPOWIADAŁ, ŻE W ZESZŁYM ROKU JEGO KUZYN POJECHAŁ DO CUKIERNI I POPROSIŁ O ZROBIENIE TAKIEGO JAJKA, W KTÓRYM PREZENTEM - NIESPODZIANKĄ DLA JEGO NARZECZONEJ MIAŁ BYĆ PIERŚCIONEK ZARĘCZYNOWY. NIE MA TO JAK DOBRY POMYSŁ NA ZARĘCZYNY. JA JEDNAK CHYBA WOLAŁABYM TRADYCYJNE, ALBO TYLKO TAKIE MIĘDZY SOBĄ, BEZ ŚWIADKÓW. CZASAMI ZASYPIAJĄC MYŚLĘ SOBIE O TYM JAKBY, TO BYŁO GDYBY MÓJ UKOCHANY MI SIĘ OŚWIADCZYŁ. JAKBY WYGLĄDAŁY NASZE ZARĘCZYNY, ŚLUB I TAK DALEJ. W MOICH OCZACH MÓJ UKOCHANY, TO MĘŻCZYZNA MOJEGO ŻYCIA. CHYBA NIE JESTEM W STANIE POKOCHAĆ NIKOGO INNEGO.