poniedziałek, 29 marca 2010

DZIEŃ 267

CAŁY DZIEŃ CZUŁAM SIĘ BARDZO DOBRZE, TYLKO POD WIECZÓR DOPADŁA MNIE CHANDRA, ALE W MOIM PRZYPADKU NIESTETY CZĘSTO TAK BYWA, ZWŁASZCZA W OSTATNIM CZASIE, BO OSTATNIO DUŻO SIĘ ZMIENIŁO W MOIM OTOCZENIU, NO I PRZEDE WSZYSTKIM WE MNIE SAMEJ. MAM NA MYŚLI TO, ŻE Z POWODU CIĄŻY MOJEJ SIOSTRY W DOMU JEST TAK DZIWNIE, SZTYWNO. MAMA PYTAŁA MNIE DZISIAJ O RADĘ W SPRAWIE NAZWISKA OLKI DZIECKA. POWIEDZIAŁAM JEJ, ŻE UWAŻAM, IŻ DZIECKO POWINNO NOSIĆ NAZWISKO OJCA Z TEGO WZGLĘDU, ŻE MIMO IŻ OLKA I MARCIN NIE BĘDĄ JUŻ RAZEM, TO FAKT JEST FAKTEM - MARCIN JEST OJCEM OLKI DZIECKA I MA DO NIEGO TAKIE SAMO PRAWO JAK OLKA. 

POZA TYM MYŚLĘ, ŻE KIEDY DZIECKO BĘDZIE MIAŁO NAZWISKO MARCINA, TO ON BĘDZIE SIĘ BARDZIEJ POCZUWAŁ DO ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIE, BYNAJMNIEJ TAK BYĆ POWINNO. MAMA NATOMIAST UWAŻA, ŻE LEPIEJ BĘDZIE JEŚLI DZIECKO BĘDZIE MIAŁO WPISANE W RUBRYKĘ OJCIEC: "NIEZNANY" I BĘDZIE NOSIŁO NAZWISKO OLKI. JA NIE PRÓBUJĘ MAMY PRZEKONAĆ DO SWOICH RACJI, BO JAKBY NIE PATRZEĆ, TO, TO NIE MOJA SPRAWA, ZROBIĄ JAK CHCĄ. DZIWI MNIE JEDNAK TO, ŻE MAMA MNIE O TO PYTAŁA. PO TEJ ROZMOWIE ZASTANAWIAŁAM SIĘ JAK JA BYM SIĘ ZACHOWAŁA BĘDĄC W TAKIEJ SYTUACJI. OCZYWIŚCIE, JEŚLI CHODZIŁOBY O DZIECKO MOJEGO UKOCHANEGO, TO DZIECKO MIAŁOBY JEGO NAZWISKO I JESTEM PEWNA, ŻE NA PEWNO BY SIĘ GO NIE WYPARŁ. POZA TYM JESTEM PRZESZCZĘŚLIWA, BO ZNALAZŁAM W SZAFIE KOSZULKĘ ZE ZDJĘCIEM MOJEGO UKOCHANEGO, TĄ KTÓRĄ ZROBIŁAM SOBIE W ZESZŁYM ROKU. ZAŁOŻYŁAM JĄ I POSZŁAM NA REHABILITACJĘ, POTEM GDY STANĘŁAM NA TORZE PRZED TAKIM WIELKIM TRÓJSKRZYDŁOWYM LUSTREM, TO SIĘ OKAZAŁO, ŻE W SZEROKICH UBRANIACH NIE WIDAĆ, ŻE JEDNO BIODRO MAM WYŻEJ. :)