czwartek, 11 marca 2010

DZIEŃ 249

MIAŁAM DZIŚ LEKCJĘ WŁOSKIEGO (JAK W KAŻDY WTOREK I CZWARTEK) I TAK SIĘ AKURAT ZŁOŻYŁO, ŻE LUCA OPOWIADAŁ NAM JACY Z CHARAKTERU SĄ PRAWDZIWI WŁOSI. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE JAK WŁOSI USŁYSZĄ SŁOWO "POLKA", TO OD RAZU ZACZYNAJĄ FLIRTOWAĆ I CZASAMI JEST TO NAPRAWDĘ DENERWUJĄCE.

 PAMIĘTAM JAK TRZY LATA TEMU POZNAŁAM WŁOCHA - RUDOLFO I PO JAKIMŚ CZASIE MAILOWANIA I ROZMÓW NA SKYPE RUDOLFO ZACZĄŁ SIĘ ZACHOWYWAĆ JAKBY MIAŁ NA MOIM PUNKCIE OBSESJĘ. PLANOWAŁ NAWET LATEM PRZYLECIEĆ DO POLSKI TYLKO PO TO ŻEBY SIĘ ZE MNĄ ZOBACZYĆ. NA POCZĄTKU NIE BRAŁAM TEGO NA POWAŻNIE, ALE W KOŃCU TEKSTY TYPU: "SEI MIA" ("JESTEŚ MOJA") ZACZĘŁY MI PO PROSTU DZIAŁAĆ NA NERWY, NO I PRZEDE WSZYSTKIM ZACZĘŁAM SIĘ BAĆ, ŻE ON NAPRAWDĘ PRZYJEDZIE DO POLSKI I W JAKIŚ SPOSÓB MNIE ODSZUKA. NA SZCZĘŚCIE TEGO SAMEGO ROKU W GRUDNIU LEŻAŁAM W KLINICE W PIEKARACH ŚLĄSKICH A JA OD ZAWSZE MIAŁAM COŚ TAKIEGO, ŻE JAK TYLKO PRZEKRACZAŁAM PRÓG KLINIKI, TO MÓJ ORGANIZM STRASZNIE DOMAGAŁ SIĘ KONTAKTU Z MOIM UKOCHANYM (CZASAMI BYŁO MI Z TYM BARDZO TRUDNO). WTEDY TEŻ TAK BYŁO TYLKO, ŻE JUŻ SIĘ NIE OPIERAŁAM I SIĘ Z NIM SKONTAKTOWAŁAM. NAPISAŁAM MU SMS'A, A PRETEKSTEM MIAŁO BYĆ KUPNO JEGO PŁYT. PO WSZYSTKIM NAPISAŁAM DO RUDOLFO I POWIEDZIAŁAM, ŻE ROZMAWIAŁAM Z MOIM UKOCHANYM I TERAZ JESTEŚMY RAZEM. BYŁO TO KŁAMSTWO, ALE SKUTECZNE, BO RUDOLFO ZNIKNĄŁ Z MOJEGO ŻYCIA.