sobota, 27 lutego 2010

DZIEŃ 237

JEST MI DZISIAJ BARDZO SMUTNO I TO SMUTNO DO TEGO STOPNIA, ŻE ZACZYNAM SIĘ ŹLE CZUĆ. NIE JEST MI TO WCALE NA RĘKĘ, BO NAJPRAWDOPODOBNIEJ W PRZYSZŁYM TYGODNIU W CAFE SKRZYNKA ROBERT I HANIA BĘDĄ MIELI KONCERT. BARDZO MI ZALEŻY NA TYM ŻEBY BYĆ NA TYM KONCERCIE, BO ROBERT MNIE ZAPROSIŁ I MA MI DAĆ WTEDY TE PŁYTY TIME SQUARE I MATERIAŁY NA BLOGA. 

POZA TYM POWIEDZIAŁAM O TYM KONCERCIE MICHAŁOWI MICHALSKIEMU - CHŁOPAKOWI, KTÓRY RAZEM ZE MNĄ CHODZIŁ DO LICEUM TYLKO BYŁ ROK NIŻEJ. MICHAŁ GRA NA GITARZE I CHODZIŁ DO SZKOŁY MUZYCZNEJ DLATEGO TEŻ POMYŚLAŁAM SOBIE, ŻE FAJNIE BY BYŁO POZNAĆ GO Z ROBERTEM DLATEGO UMÓWILIŚMY SIĘ W CAFE "SKRZYNKA". 

TERAZ JEDNAK WRÓĆMY DO POWODÓW MOJEGO SMUTKU. PIERWSZY TO JAK ZWYKLE MÓJ UKOCHANY, NIE MAM JUŻ SIŁY PRZEJMOWAĆ SIĘ TYM CO ON WYRABIA. DRUGI POWÓD TO, TO, ŻE SEBASTIAN ZACZĄŁ MNIE WYZYWAĆ TYLKO DLATEGO, ŻE JESTEM KOBIETĄ A JEGO JAKAŚ KOBIETA SKRZYWDZIŁA. MIERZENIE WSZYSTKICH TĄ SAMĄ MIARĄ NIE JEST SPRAWIEDLIWE.