czwartek, 25 lutego 2010

DZIEŃ 235




KOLEJNA PORCJA OBRAZKÓW OD SEBASTIANA. NAJBARDZIEJ PODOBA MI SIĘ TEN MISIU Z RÓŻYCZKĄ, JEST NAPRAWDĘ ŚLICZNY. POLUBIŁAM SEBASTIANA. PO JEGO SŁOWACH ŁATWO MOŻNA SIĘ ZORIENTOWAĆ, ŻE JEST BARDZO WRAŻLIWY. NIESTETY, MOŻNA TEŻ ZAUWAŻYĆ, ŻE W JEGO SERCU JEST BARDZO DUŻO BÓLU. PRÓBOWAŁAM DELIKATNIE SIĘ DOWIEDZIEĆ, CO JEST POWODEM TEGO SMUTKU I NA RAZIE WIEM TYLKO TYLE, ŻE CHODZI O SPRAWY SERCOWE. BARDZO SZKODA MI OSÓB, KTÓRE CIERPIĄ Z TEGO POWODU, CHOĆ SAMA TEŻ DO NICH NALEŻĘ. KIEDY PORÓWNUJĘ SWOJE DOŚWIADCZENIA UCZUCIOWE Z PRZEŻYCIAMI INNYCH LUDZI, TYM JAK SOBIE Z NIMI RADZĄ, TO MAM WRAŻENIE, ŻE JESTEM OD NICH SILNIEJSZA PSYCHICZNIE.

DLA MNIE NAJGORSZYM PRZEŻYCIEM ZWIĄZANYM Z MIŁOŚCIĄ BYŁ WYJAZD MOJEGO UKOCHANEGO DO INNEGO MIASTA. PAMIĘTAM, ŻE KIEDY SIĘ O TYM DOWIEDZIAŁAM, TO PŁAKAŁAM PRAWIE TRZY DOBY BEZ PRZERWY I BYŁAM BARDZO ZAŁAMANA, OTĘPIAŁA, ALE PO PIĘCIU DNIACH MUSIAŁAM BYĆ W STANIE IŚĆ DO SZKOŁY I UDAWAĆ, ŻE WSZYSTKO JEST OK., TYLKO PO TO BY NIE ROZMAWIAĆ ZE SZKOLNYM PEDAGOGIEM. JEŚLI MAM BYĆ SZCZERA, TO MIMO IŻ OD TEGO MOMENTU MINIE W TYM ROKU TRZY LATA I PRZEZ TEN CZAS ZDĄŻYŁAM SIĘ JUŻ PRZYZWYCZAIĆ, ŻE GO TU NIE MA, TO TAK NAPRAWDĘ I TAK MNIE TO BARDZO BOLI. 

JAKIŚ CZAS TEMU ROZMAWIAŁAM Z ARTUREM O MIŁOŚCI I ARTUR ZAPYTAŁ MNIE CO BYM ZROBIŁA, GDYBY MÓJ UKOCHANY NAGLE STANĄŁ W DRZWIACH I POPROSIŁ O PRZEBACZENIE. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE NAJPIERW MUSIELIBYŚMY SOBIE WSZYSTKO WYJAŚNIĆ, CZYLI CZEKAŁABY NAS BARDZO DŁUGA I NAPRAWDĘ TRUDNA ROZMOWA, OD KTÓREJ ZALEŻAŁABY MOJA DECYZJA. NA PEWNO JEDNAK NIE ZROBIŁABYM NIC ŻEBY ZEMŚCIĆ SIĘ NA NIM ZA SWOJE CIERPIENIE.