wtorek, 23 lutego 2010

DZIEŃ 233

DZIŚ BYŁ BARDZO ŁADNY, SŁONECZNY, JAK NA KONIEC ZIMY, DZIEŃ, OSOBIŚCIE LUBIE TAKIE DNI I NIEOSTRE SŁOŃCE. KIEDY TAK SOBIE SIEDZIAŁAM W DOMU I PROMIENIE SŁOŃCA PADŁY MI NA TWARZ PRZEZ OKNO POMYŚLAŁAM SOBIE O MOIM UKOCHANYM I PRZYPOMNIAŁO MI SIĘ KILKA MIŁYCH ZDARZEŃ. MIAŁAM TEŻ WRAŻENIE, ŻE ON ZARAZ DO MNIE ZADZWONI. POZA TYM PRZED CHWILĄ POKAZAŁAM JEDNEMU CHŁOPAKOWI, KTÓRY SIĘ ZNA NA GRAFICE KOMPUTEROWEJ MÓJ WALENTYNKOWY FOTOMONTAŻ A ON STWIERDZIŁ, ŻE ŁADNIEJ BY NAM BYŁO WTULONYM W SIEBIE. POCZUŁAM LEKKIE UKŁUCIE BÓLU W SERCU, BO TAKIE ZDJĘCIE NA ZAWSZE ZOSTANIE DLA MNIE W SFERZE MARZEŃ, ALE CÓŻ TRZEBA SIĘ CIESZYĆ TYM CO SIĘ MA.