niedziela, 7 lutego 2010

DZIEŃ 217

MIAŁAM DZISIAJ BARDZO DZIWNY SEN, W ZASADZIE TO CHYBA NIE BYŁ SEN TYLKO COŚ W RODZAJU WIZJI, BO KIEDY LEŻAŁAM SŁUCHAJĄC MUZYKI I ZAMKNĘŁAM OCZY, ZOBACZYŁAM BARDZO, BARDZO WYRAŹNIE SZPITALNĄ SALĘ, KTÓRA PRZYPOMINAŁA ODDZIAŁ INTENSYWNEJ OPIEKI MEDYCZNEJ, CZYLI TAK ZWANY OIOM. W TEJ SALI BYŁ RESPIRATOR I MONITOR, KTÓRY POKAZYWAŁ PRACĘ SERCA PACJENTA. WIDZIAŁAM TEŻ W TEJ SALI ŁÓŻKO A NA TYM ŁÓŻKU LEŻAŁ MÓJ UKOCHANY. MIAŁ PODŁĄCZONĄ KROPLÓWKĘ, RESPIRATOR ORAZ MONITOR, NA KTÓRYM WIDAĆ BYŁO PRACĘ JEGO SERCA. PAMIĘTAM, ŻE PATRZYŁAM NA NIEGO PRZEZ SZYBĘ I BARDZO CHCIAŁAM DO NIEGO WEJŚĆ BY MÓC POTRZYMAĆ GO ZA RĘKĘ, ALE NIESTETY NIE BYŁO TO MOŻLIWE. 

POTEM PRZEWIEZIONO GO DO NORMALNEJ SALI, GDZIE MOGŁAM PRZY NIM BYĆ. OCZYWIŚCIE NATYCHMIAST POJAWIŁAM SIĘ U JEGO BOKU I SIEDZIAŁAM PRZY NIM TRZYMAJĄC GO ZA RĘKĘ I GŁASKAJĄC PO TWARZY. CO JAKIŚ CZAS NAMACZAŁAM MU USTA WODĄ I TAK DO MOMENTU, W KTÓRYM SIĘ OBUDZIŁ. KIEDY JUŻ SIĘ OBUDZIŁ BYŁ BARDZO ZASKOCZONY MOJĄ OBECNOŚCIĄ, ALE NA SZCZĘŚCIE POZYTYWNIE. POTEM SIĘ OBUDZIŁAM. NA POCZĄTKU BYŁAM TYM SNEM TROCHĘ PRZERAŻONA DLATEGO, ŻE JUŻ KILKA RAZY ZDARZYŁO SIĘ TAK, ŻE GDY ŚNIŁO MI SIĘ COŚ NEGATYWNEGO A MIAŁO ZWIĄZEK Z NIM LUB JEGO RODZINĄ, TO SIĘ NIESTETY SPRAWDZAŁO. NIE WYOBRAŻAM SOBIE ABY TEN KOSZMAR TEŻ MÓGŁ SIĘ SPRAWDZIĆ, GDYBY TAK BYŁO CHYBA BYM UMARŁA, BO RACZEJ NIE BYŁOBY FIZYCZNEJ MOŻLIWOŚCI ABYM MOGŁA PRZY NIM BYĆ.