czwartek, 4 lutego 2010

DZIEŃ 214

JESTEM DZISIAJ Z SIEBIE ZADOWOLONA, BO CAŁKIEM DOBRZE WYCHODZIŁO MI CHODZENIE PO TORZE, CHOĆ MAŁO BRAKOWAŁO A BYM UPADŁA, ALE NA SZCZĘŚCIE NIC SIĘ NIE STAŁO. JUŻ JAKIŚ CZAS TEMU ZAUWAŻYŁAM, ŻE JAK TYLKO STAJĘ NA TORZE, TO W TEJ SAMEJ CHWILI ZACZYNAM SIĘ ZASTANAWIAĆ NAD TYM JAK ZAREAGOWAŁBY MÓJ UKOCHANY, GDYBY ZOBACZYŁ MNIE W TAKIEJ SYTUACJI. PRZY TYM ĆWICZENIU POMAGA MI TEŻ MYŚL O TYM, ŻE BYŁBY ZE MNIE DUMNY. DZIĘKI TEJ MYŚLI NIE ZASTANAWIAM SIĘ NAD TYM CO ROBIĘ I MOJE RUCHY SĄ BARDZIEJ PŁYNNE, NATURALNE I W ZWIĄZKU Z TYM CHODZENIE LEPIEJ MI WYCHODZI. DZIŚ BARDZO CHCIAŁAM MIEĆ GDZIEŚ W POBLIŻU JEGO ZDJĘCIE ŻEBY MÓC OD CZASU DO CZASU NA NIEGO SPOJRZEĆ. NIESTETY, NIE JEST TO MOŻLIWE, BO JEGO WSZYSCY ZNAJĄ W KONOPISKACH A JA NIE CHCĘ ŻADNYCH PLOTEK.