wtorek, 2 lutego 2010

DZIEŃ 212

ZNÓW PRAWIE CAŁY DZIEŃ NIE BYŁO U NAS PRĄDU, WSZYSTKO PRZEZ ŚNIEG I MRÓZ. PÓŹNYM POPOŁUDNIEM DZWONIŁ DO MNIE BANAN W SPRAWIE TYCH TUSZY DO DRUKARKI. CIESZĘ SIĘ, ŻE UDAŁO MU SIĘ TE TUSZE ZAŁATWIĆ, BO DZIĘKI TEMU TROCHĘ KASY ZOSTANIE MI W KIESZENI. CHWILĘ PO TYM JAK BANAN DO MNIE ZADZWONIŁ ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ŻE NIE ZAPYTAŁAM GO JAK MAM SIĘ ODWDZIĘCZYĆ, WIĘC NAPISAŁAM MU SMS'A:

- W JAKI SPOSÓB MOGĘ CI SIĘ ODWDZIĘCZYĆ?
- SPOKO. PRZYSŁUGA KOLEŻEŃSKA.
- TAK, JASNE PYTAM POWAŻNIE.
- A JA POWAŻNIE ODPOWIADAM.
- POWIEDZ, BO ZA DARMO TO NIC NIE MA. POWIEDZ, BO SIĘ SPYTAM KAROLA.
- TO SIĘ SPYTAJ, NAPRAWDĘ NIC NIE CHCĘ, WYSTARCZY DZIĘKUJĘ.
- OK., W TAKIM RAZIE BARDZO CI DZIĘKUJĘ. JAK SOBIE RADZICIE BEZ PRĄDU?
- A JAKOŚ DAJEMY RADĘ.
- JA CZYTAM KSIĄŻKĘ PRZY ŚWIECACH.
- WZROK SOBIE POPSUJESZ.
- NIE, COŚ TY, PRZY KILKU ŚWIECACH JEST CAŁKIEM DOBRE ŚWIATŁO, PO ZA TYM MAM DUŻE LITERY W KSIĄŻCE, ALE DZIĘKI ZA TROSKĘ. A TY CO ROBISZ?
- BAWIĘ SIĘ TELEFONEM.
- AHA, TO W ZASADZIE DOBRZE, ŻE ZE SOBĄ PISZEMY, BO SIĘ NIE NUDZIMY.
FAJNIE NAM SIĘ ROZMAWIAŁO.