poniedziałek, 4 stycznia 2010

DZIEŃ 183

PRZED CHWILĄ KAROL PO BARDZO DŁUGIM CZASIE SIĘ DO MNIE ODEZWAŁ, CO BARDZO MNIE UCIESZYŁO, STĘSKNIŁAM SIĘ ZA NIM BARDZO, MIMO ŻE CZĘSTO SIĘ KŁÓCIMY. W NOCY DŁUGO ROZMAWIALIŚMY, ALE COŚ CZUJĘ, ŻE KAROL MA JAKIEŚ PROBLEMY, JAK SIĘ DOMYŚLAM CHODZI O KASĘ. NAJGORSZE W TYM WSZYSTKIM JEST TO, ŻE JA NAPRAWDĘ NIE MOGĘ ZNALEŹĆ ROZWIĄZANIA JEGO PROBLEMÓW, CHOĆ NAPRAWDĘ ZROBIŁABYM WSZYSTKO ABY MU POMÓC. NIESTETY, MOGĘ GO TYLKO WSPIERAĆ PSYCHICZNIE A TO NIE NA WIELE SIĘ ZDA. JAK JA BYM BARDZO CHCIAŁA ŻEBY W MOIM ŻYCIU W KOŃCU WYDARZYŁO SIĘ COŚ DOBREGO. OCZYWIŚCIE NIE MAM PRETENSJI DO KAROLA, BO TO NIE JEST JEGO WINA, ŻE SIĘ O NIEGO MARTWIĘ. MARTWIĘ SIĘ O NIEGO, BO W JAKIMŚ STOPNIU MI NA NIM ZALEŻY.