poniedziałek, 31 maja 2010

DZIEŃ 330

MÓJ UKOCHANY ZALOGOWAŁ SIĘ DZIŚ NA SWOJĄ STRONĘ I DOPISAŁ W SWOJEJ BIOGRAFII POWSTANIE TYCH DWÓCH NAJNOWSZYCH PIOSENEK. SZKODA, ŻE NIE DODAŁ ŻADNYCH SWOICH NOWYCH ZDJĘĆ, CIESZYŁABYM SIĘ BARDZO GDYBY TO ZROBIŁ.

niedziela, 30 maja 2010

DZIEŃ 329

DOSZŁYŚMY DZIŚ Z MAMĄ DO WNIOSKU, ŻE POJEDZIEMY NA KAWĘ DO ANI RUTKOWSKIEJ, WIĘC TYLKO PODWIOZŁYŚMY DOŚKĘ I KAROLA POD DOM I POJECHAŁYŚMY DO ANKI. KIEDY KAROL Z DOŚKĄ WYSIADALI Z SAMOCHODU MAMA ZAUWAŻYŁA MOJEGO UKOCHANEGO JAK JECHAŁ ROWEREM I TAK MNIE MOCNO WALNĘŁA W RĘKĘ, ŻE CHYBA MAM SIŃCA. PRZEZ CHWILĘ PATRZYŁAM NA NIEGO NIE BĘDĄC W STANIE SIĘ ODEZWAĆ (ON OD ZAWSZE TAK NA MNIE DZIAŁA). POZA TYM TO, ŻE SPOTKAŁAM GO AKURAT DZISIAJ MUSI BYĆ JAKIMŚ ZNAKIEM, BO MAM DZIŚ IMIENINY. SZEŚĆ LAT TEMU W MOJE IMIENINY WYSTĄPIŁ ZE SWOIM ZESPOŁEM NA FESTIWALU W OPOLU PODCZAS KONCERTU "DEBIUTY 2004" A JA TAK SAMO JAK DZIŚ BYŁAM NIM ZACHWYCONA. 

U ANKI TEŻ O NIM WSPOMNIAŁAM, BO ANKA OPOWIADAŁA, JAK PEWNEGO RANKA OBUDZIŁ JĄ TELEFON, ONA GO ODEBRAŁA, POWIEDZIAŁA "SŁUCHAM", ROZŁĄCZYŁA SIĘ I Z POWROTEM ZASNĘŁA. JA OPOWIEDZIAŁAM JEJ JAK KIEDYŚ NAGRAŁAM SOBIE PIOSENKĘ MOJEGO UKOCHANEGO NA TELEFON I USTAWIŁAM JĄ JAKO BUDZIK. NASTĘPNEGO DNIA BUDZIK ZADZWONIŁ A JA NA DŹWIĘK GŁOSU MOJEGO UKOCHANEGO OTWORZYŁAM LEKKO OCZY I PÓŁ PRZYTOMNA ZACZĘŁAM GO RĘKĄ SZUKAĆ PO ŁÓŻKU, BO AKURAT MI SIĘ ŚNIŁO, ŻE Z NIM ŚPIĘ. JAK POTEM OPOWIEDZIAŁAM TO MAMIE, TO MYŚLAŁAM, ŻE PĘKNIE ZE ŚMIECHU.

sobota, 29 maja 2010

DZIEŃ 328

DZISIAJ CAŁY DZIEŃ MAM W GŁĘBI DUSZY TAKIE PRZECZUCIE, ŻE MÓJ UKOCHANY PRZYJEDZIE I ZNOWU BĘDĘ MIAŁA OKAZJĘ GO ZOBACZYĆ. BYŁABYM BARDZO SZCZĘŚLIWA, GDYBY MOJA INTUICJA MNIE NIE ZAWIODŁA... BARDZO BYM CHCIAŁA Z NIM NA SPOKOJNIE POROZMAWIAĆ.

piątek, 28 maja 2010

DZIEŃ 327

W POŁUDNIE BYŁAM NA ĆWICZENIACH I DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE W CZERWCU MOŻE SIĘ OKAZAĆ, IŻ TO MÓJ OSTATNI MIESIĄC REHABILITACJI W NASZYM GMINNYM OŚRODKU ZDROWIA, WSZYSTKO PRZEZ TO, ŻE PACJENCI W NASZYM OŚRODKU MAJĄ ZA DUŻO ĆWICZEŃ SPECJALNYCH (JA TEŻ MAM ĆWICZENIA SPECJALNE, DLATEGO ŻE PRZY MOIM SCHORZENIU INNE ĆWICZENIA SĄ PO PROSTU NIE DO WYKONANIA) I NFZ MOŻE NAŁOŻYĆ NA OŚRODEK KARĘ. TROCHĘ SIĘ MARTWIĘ FAKTEM, ŻE MOJA NAUKA CHODZENIA O KULACH UTKNIE W MARTWYM PUNKCIE. 

PO ĆWICZENIACH POJECHAŁAM Z MAMĄ NA DZIAŁKĘ DO WUJKA ROBERTA I CIOCI AGNIESZKI, BYŁO CAŁKIEM FAJNIE. 

POZA TYM BABCIA BASIA PRZYWIOZŁA MI Z OLSZTYNA GAZETĘ "VIVA", W KTÓREJ JEST SESJA ZDJĘCIOWA MONIKI KUSZYŃSKIEJ (BYŁEJ WOKALISTKI VARIUS MANX) I WYWIAD, W KTÓRYM OPOWIADA JAK SOBIE RADZI PO WYPADKU SAMOCHODOWYM, PO KTÓRYM WYLĄDOWAŁA NA WÓZKU INWALIDZKIM. TĄ SESJĘ ZDJĘCIOWĄ MA ZROBIONĄ NA WÓZKU, ALE ZDJĘCIA SĄ NAPRAWDĘ PIĘKNE. MOJA SIOSTRA PO OBEJRZENIU TEJ GAZETY ZAPYTAŁA MNIE CZY JA TEŻ ZGODZIŁABYM SIĘ NA TAKĄ SESJĘ, ODPOWIEDZIAŁAM JEJ, ŻE TAK. JEŚLI CHODZI O MNIE, TO PEWIEN PLASTYK ZAPROPONOWAŁ MI KIEDYŚ, ŻE MNIE NAMALUJE, ALE JA BYŁAM I NADAL JESTEM ZAKOCHANA W INNYM PLASTYKU, W ZWIĄZKU Z TYM NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻEBY KTOŚ INNY MÓGŁ MNIE NAMALOWAĆ, CO PRAWDA MÓJ UKOCHANY TEŻ TEGO NIE ZROBI, ALE JESTEM W STANIE TO PRZEŻYĆ.

czwartek, 27 maja 2010

DZIEŃ 326

GADAŁAM Z WUJKIEM ROBERTEM O TEJ NASZEJ SYTUACJI RODZINNEJ. WUJEK TEŻ POWIEDZIAŁ, ŻE DENERWUJE GO ZACHOWANIE MOJEJ MAMY I SIÓSTR. DZIECKA JESZCZE NIE MA NA ŚWIECIE A W DOMU SYTUACJA JEST TAK GĘSTA, ŻE MOŻNA BY JĄ BYŁO NOŻEM CIĄĆ, WIĘC JAK SIĘ DZIECKO URODZI, TO PEWNIE BĘDZIE JESZCZE GORZEJ...

środa, 26 maja 2010

DZIEŃ 325

Z OKAZJI DZISIEJSZEGO ŚWIĘTA SKŁADAM WSZYSTKIM MAMOM NAJLEPSZE ŻYCZENIA. PRZEDE WSZYSTKIM JEDNAK SKŁADAM JE MOJEJ MAMIE I MAMIE MOJEGO UKOCHANEGO. JEŻELI JESTEŚMY JUŻ PRZY TEMACIE DNIA MATKI, TO MOJA SIOSTRA NAMALOWAŁA DLA MAMY PRZEPIĘKNĄ LAURKĘ, BYĆ MOŻE TO BARDZO SKROMNY PREZENT, ALE NAJWAŻNIEJSZE MOIM ZDANIEM JEST TO, ŻE BYŁA SZCZERZE DANA. MÓJ UKOCHANY WSTAŁ DZISIAJ BARDZO WCZEŚNIE RANO (JAK WSTAŁAM PRZED ÓSMĄ, TO JUŻ BYŁ ZALOGOWANY NA SWOJEJ STRONIE A W NOCY DATA LOGOWANIA BYŁA JESZCZE Z POPRZEDNIEGO DNIA) PRZYPUSZCZAM, ŻE WSTAŁ SPECJALNIE WCZEŚNIEJ RANO ŻEBY ZADZWONIĆ DO MAMY ZANIM JESZCZE WYJDZIE DO PRACY. JEŚLI CHODZI O MOJE ZDANIE W KWESTII JEGO SNU, TO CZASAMI BARDZO SIĘ O NIEGO MARTWIĘ, BO ZDARZA MU SIĘ SIEDZIEĆ PRZY KOMPIE DO PÓŹNYCH GODZIN NOCNYCH (WIEM TO Z GRY, W KTÓRĄ OBOJE GRAMY) A PEWNIE WCZEŚNIE WSTAJE DO PRACY. PAMIĘTAM, ŻE KIEDY CZTERY LATA TEMU MIAŁ MÓJ NUMER TELEFONU I OD CZASU DO CZASU PUSZCZAŁ MI SYGNAŁY, TO ZDARZAŁO MU SIĘ TEŻ PUSZCZAĆ JE W NOCY, CZYM JAKBY NIE PATRZEĆ ZAWSZE MNIE OBUDZIŁ, ALE NIGDY SIĘ ZA TO NA NIEGO NIE GNIEWAŁAM. TE JEGO SYGNAŁY BYŁY DLA MNIE BARDZO WAŻNE I NAWET ZAPISYWAŁAM JE W SWOIM NOTESIE.

wtorek, 25 maja 2010

DZIEŃ 324

CAŁY WIECZÓR SŁUCHAŁAM MOJEGO UKOCHANEGO I CIĄGLE MI MAŁO JEGO GŁOSU. GRAŁAM TEŻ W GRZENDĘ, TO TA GRA W WIRTUALNĄ CIĄŻĘ. BARDZO CHCĘ BYĆ NAJLEPSZĄ MAMĄ W TEJ GRZE I JUŻ MAM PONAD 63000 PUNKTÓW, CO DAJE MI 38 MIEJSCE W RANKINGU OFIAR PLEMNIKÓW I 3 W RANKINGU POGROMCÓW PLEMNIKÓW CZYLI NIE JEST ŹLE BIORĄC POD UWAGĘ FAKT, ŻE MIEJSC JEST PONAD 400. MOŻE WCALE NIE BĘDĘ TAKĄ ZŁĄ MATKĄ, PRZYNAJMNIEJ W WIRTUALNYM ŚWIECIE. :)

poniedziałek, 24 maja 2010

DZIEŃ 323

JESTEM DUMNA Z MOJEGO UKOCHANEGO, BO DODAŁ DZIŚ DO SWOJEJ STRONY NOWY UTWÓR. BARDZO FAJNY, CHOĆ SZCZERZE MÓWIĄC TEN POPRZEDNI BARDZIEJ MI SIĘ PODOBAŁ. POZA TYM JEŚLI MAM BYĆ Z WAMI SZCZERA TAK DO KOŃCA, TO TROCHĘ BRAKUJE MI WYKONAŃ MOJEGO UKOCHANEGO W TAKICH ARANŻACJACH JAK NA JEGO DEBIUTANCKIEJ PŁYCIE. NIESTETY, MÓJ UKOCHANY TERAZ ROBI KARIERĘ SAMODZIELNIE I GRA TAKĄ MUZYKĘ JAKA TYLKO JEMU PASUJE. MOŻE ZA JAKIŚ CZAS TEN NOWY RODZAJ JEGO MUZYKI TEŻ PRZYPADNIE

niedziela, 23 maja 2010

DZIEŃ 322

BYŁAM DZISIAJ NA KOMUNII MOJEGO KUZYNA - ADASIA W OLSZTYNIE KOŁO CZĘSTOCHOWY. OGÓLNIE BYŁO FAJNIE DOPÓKI GOŚCIE POD WIECZÓR NIE ZACZĘLI ROZMAWIAĆ O TYM, JAKBY SIĘ ZACHOWALI, GDYBY ICH NIEPEŁNOLETNIE DZIECI MIAŁY ZOSTAĆ RODZICAMI. MIAŁAM WRAŻENIE, ŻE TA ROZMOWA ZOSTAŁA WYWOŁANA TYM, ŻE MOJA SIOSTRA JEST W CIĄŻY, TROCHĘ GŁUPIO MI BYŁO TEGO SŁUCHAĆ, ALE Z DRUGIEJ STRONY, TO NIE JA POWINNAM SIĘ WSTYDZIĆ TYLKO OLKA I MAMA A MAMA SIĘ JESZCZE TYM CHWALI WSZEM I WOBEC. POZA TYM WYNUDZIŁAM SIĘ NA TEJ KOMUNII ZA WSZYSTKIE CZASY.

sobota, 22 maja 2010

DZIEŃ 321

DZISIAJ ZDARZYŁO SIĘ COŚ PRZYKREGO - NASZĄ SUCZKĘ - CARMEN ZABIŁO AUTO, BO BRAMA BYŁA OTWARTA I WYBIEGŁA NA ULICĘ. NA POCZĄTKU BYŁO MI PRZYKRO, PONIEWAŻ WIADOMO SZKODA ZWIERZĘCIA, NO I, CZŁOWIEK TEŻ SIĘ PO JAKIMŚ CZASIE PRZYWIĄZUJE, ALE JAKBY NIE PATRZEĆ NA ŚWIECIE SĄ WIĘKSZE KATASTROFY. NAWET TERAZ TE POWODZIE, O KTÓRYCH TYLE SIĘ SŁYSZY (MY TEŻ MAMY ZALANĄ PIWNICĘ, ALE TO CHYBA JAK WSZYSCY). POZA TYM WCZORAJ RAZEM Z MAMĄ OGLĄDAŁAM ZDJĘCIA MOJEGO UKOCHANEGO I ONA WYBRAŁA MI 6 JEJ ZDANIEM NAJŁADNIEJSZYCH, POWIEDZIAŁA TEŻ, ŻE MAM ZAMÓWIĆ SOBIE TĄ FOTO-KOSTKĘ A POTEM JE TAM WŁOŻYĆ. JA JEDNAK ZASTANAWIAM SIĘ NAD JEJ ZAKUPEM, BO NIE WIEM CZY WARTO. OPRÓCZ TEGO ZASTANAWIAM SIĘ NAD USUNIĘCIEM TEGO BLOGA PONIEWAŻ OSTATNIO SPOTYKAM SIĘ Z BARDZO OSTRĄ KRYTYKĄ NA SWÓJ TEMAT TYLKO DLATEGO, ŻE PISZĘ, TO CO CZUJĘ A NIE TO CZEGO, BYĆ MOŻE, SIĘ ODE MNIE OCZEKUJE. A POD PUBLIKĘ PISAĆ NIE BĘDĘ, WIĘC MOŻE LEPIEJ W OGÓLE TEGO NIE ROBIĆ. JEŚLI PODEJMĘ JAKĄŚ DECYZJĘ W TEJ SPRAWIE, TO NA PEWNO WAS O NIEJ POINFORMUJĘ.

piątek, 21 maja 2010

DZIEŃ 320

TA FOTO-KOSTKA, TO OBROTOWY FOTO-GADŻET, KTÓRY ZAMIERZAM SOBIE KUPIĆ, GDY DOSTANĘ PIENIĄDZE TYLKO NAJPIERW MUSZĘ IŚĆ DO KSERO I WYDRUKOWAĆ 6 ZDJĘĆ MOJEGO UKOCHANEGO O WYMIARACH 10X10 CM TYLKO, ŻE CHYBA NIE DA SIĘ W TAKIM ROZMIARZE WYDRUKOWAĆ ZDJĘCIA. STANDARDOWY ROZMIAR W JAKIM MOGĘ WYDRUKOWAĆ TE ZDJĘCIA, TO: 9X13 I 10X15. CHYBA BĘDĘ MUSIAŁA WYMYŚLIĆ COŚ INNEGO.

czwartek, 20 maja 2010

DZIEŃ 319

PISAŁAM WIECZOREM Z SYLWKIEM, POWIEDZIAŁ MI, ŻE JUTRO O 5 RANO LECI DO FRANCJI NA TRZY DNI. JUŻ ZA NIM TĘSKNIĘ A ON POMYŚLAŁ DZIŚ, ŻE MI PRZESZKADZA, BO WOLNO ODPISYWAŁAM, MIAŁ O TO TROCHĘ DO MNIE PRETENSJĘ, A JA MAM TERAZ WYRZUTY SUMIENIA. BĘDĘ MUSIAŁA GO PRZEPROSIĆ JAK WRÓCI. BARDZO GO LUBIĘ, JEST DLA MNIE WAŻNY I STRASZNIE MI NA NIM ZALEŻY...

środa, 19 maja 2010

DZIEŃ 318

DZISIAJ NUDY. CAŁY DZIEŃ MAM OCHOTĘ POPRZYTULAĆ SIĘ DO MOJEGO UKOCHANEGO, OSTATNIO ZNOWU BARDZO ZA NIM TĘSKNIĘ. CHCIAŁABYM MIEĆ JAKĄŚ MOŻLIWOŚĆ KONTAKTU Z NIM I CHOCIAŻ MINIMALNY KONTAKT. FAJNIE BY BYŁO POPISAĆ Z NIM NA GADU - GADU, POMAILOWAĆ LUB POPISAĆ SMS'Y, TAK, JAK 4.12.2007 ROKU, TO CHYBA NAPRAWDĘ BYŁ NAJSZCZĘŚLIWSZY DZIEŃ MOJEGO ŻYCIA. BARDZIEJ SZCZĘŚLIWA BYŁABYM TYLKO WTEDY, GDYBY POWIEDZIAŁ, ŻE MNIE KOCHA ALBO W DZIEŃ NASZEGO ŚLUBU.

wtorek, 18 maja 2010

DZIEŃ 317

UKOŃCZYŁAM DZIŚ KURS JĘZYKA WŁOSKIEGO Z GMINNEGO PROJEKTU: "JĘZYKI OBCE KLUCZEM DO SUKCESU". MOJA OCENA Z CAŁEGO KURSU TO 80% CZYLI CHYBA CAŁKIEM SPORO. POZA TYM KOLEGA Z TEGO KURSU - KONRAD BARDZO MIŁO MNIE ZASKOCZYŁ, BO MNIE PRZYTULIŁ NA POŻEGNANIE. CHCIAŁAM WRZUCIĆ CERTYFIKATY NA BLOG, ALE NIESTETY DOSTOSOWANIE ROZMIARU NIE BARDZO JEST MOŻLIWE. W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE PODEJRZEWAM MOJEGO UKOCHANEGO O CZYTANIE TEGO BLOGA, TO JEŚLI FAKTYCZNIE GO CZYTA, TO MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIE ZE MNIE DUMNY.

poniedziałek, 17 maja 2010

DZIEŃ 316

W POLSCE I PAŃSTWACH TAKICH JAK: CZECHY, SŁOWACJA I SERBIA PANUJE ZAGROŻENIE POWODZIOWE. BARDZO MNIE TO MARTWI, BO PRZECIEŻ KOSOWO JEST W SERBII A W KOSOWIE SYLWEK. NIE BARDZO UMIEM PORADZIĆ SOBIE Z MYŚLĄ, ŻE COŚ MOŻE MU GROZIĆ I JAKBY TEGO BYŁO MAŁO, TO JESZCZE GO NIE MA NA GADU - GADU, CO POTĘGUJE W PEWIEN SPOSÓB MOJĄ HISTERIĘ. BARDZO TEŻ SIĘ BOJĘ, ŻE POWÓDŹ MOŻE BYĆ W CHORZOWIE I COŚ MOŻE GROZIĆ MOJEMU UKOCHANEMU, ALE PÓKI CO NIE MA ŻADNYCH INFORMACJI O TYM, ŻE CHORZÓW MOŻE BYĆ ZAGROŻONY POWODZIĄ, CHOĆ OPADY DESZCZU NA ŚLĄSKU SĄ NAJWIĘKSZE.

niedziela, 16 maja 2010

DZIEŃ 315

PISAŁAM DZISIAJ Z CIOCIĄ AGNIESZKĄ NA GADU - GADU, MIMO ŻE SIEDZIAŁA U NAS W KUCHNI. GADAŁYŚMY O TYM, CO CHCIAŁABYM DOSTAĆ OD NIEJ I WUJKA ZA TO, ŻE PŁACĘ ZA INTERNET. POWIEDZIAŁAM, ŻE CHCIAŁABYM LATEM JECHAĆ DO CHORZOWA, ZOBACZYĆ JAK MÓJ UKOCHANY GRA W JEDNYM Z PRZEDSTAWIEŃ W TEATRZE I CIOCIA POWIEDZIAŁA, ŻE JAK WUJEK PRZYJEDZIE, TO MOŻE UDA SIĘ JECHAĆ DO TEGO CHORZOWA.

sobota, 15 maja 2010

DZIEŃ 314

POZNAŁAM DZISIAJ DZIEWCZYNĘ - ANNĘ, KTÓRA CHCE ŻEBYM UCZYŁA JĄ WŁOSKIEGO. BARDZO CHĘTNIE SIĘ ZGODZIŁAM, CHOĆ SZCZERZE MÓWIĄC NIE JESTEM PEWNA CZY DAM RADĘ WSZYSTKO JEJ WYTŁUMACZYĆ, ZWŁASZCZA JEŚLI CHODZI O NIEKTÓRE ZAGADNIENIA GRAMATYCZNE, ALE NA PEWNO BĘDĘ SIĘ BARDZO STARAĆ. POZA TYM CAŁY WIECZÓR SŁUCHAŁAM PIOSENEK MOJEGO UKOCHANEGO, BO CAŁE RANO DRĘCZYŁO MNIE PRZECZUCIE, ŻE COŚ JEST Z NIM NIE TAK. POZA TYM OD JAKIEGOŚ CZASU MAM WRAŻENIE, ŻE ON W JAKIŚ SPOSÓB ZNALAZŁ MÓJ BLOG I CODZIENNIE GO CZYTA, CO PRAWDA NIE JESTEM TEGO PEWNA I NIE WIEM CZY BYM TEGO CHCIAŁA, ALE CAŁY CZAS MAM TO UCZUCIE.

piątek, 14 maja 2010

DZIEŃ 313

DZISIEJSZY POST BĘDZIE BARDZO DŁUGI I BĘDZIE SKŁADAĆ SIĘ Z TRZECH PUNKTÓW: 
1. OPIS I REPRODUKCJE DWÓCH OBRAZÓW.
2. ROZMOWA Z MAMĄ I KAROLEM O ZMARŁEJ DZIEWCZYNIE MOJEGO UKOCHANEGO.
3. ZJAWISKO BILOKACJI.
PUNKTEM WSPÓLNYM TYCH TRZECH RZECZY BĘDZIE MÓJ UKOCHANY.


 
"DAMA Z GRONOSTAJEM" (POWSZECHNIE ZWANA "DAMĄ Z ŁASICZKĄ") - OBRAZ STWORZONY W LATACH 1483-1490 PRZEZ WŁOSKIEGO ARTYSTĘ RENESANSOWEGO - LEONARDO DA VINCI W MEDIOLANIE. PORTRET ZOSTAŁ WYKONANY W TECHNICE OLEJNEJ, Z UŻYCIEM TEMPERY, NA DESCE ORZECHOWEJ O WYMIARACH 54, 7 NA 40,3 CM. PRZEDSTAWIA CECYLIĘ GALLERANI, KOCHANKĘ KSIĘCIA LUDOVICO SFORZY. W CZASIE NABYCIA OBRAZU PRZEZ CZARTORYSKICH NIEZNANA BYŁA HISTORIA ANI DZIEŁA, ANI TEŻ TOŻSAMOŚĆ MODELKI. OBECNOŚĆ ZWIERZĄTKA UZNANO ZA NATURALNY, DEKORACYJNY ELEMENT OBRAZU. DOPIERO KRYTYCZNA ANALIZA IKONOGRAFII W XX WIEKU DAŁA NAJBARDZIEJ PRAWDOPODOBNĄ INTERPRETACJĘ DZIEŁA. TRZYMANE PRZEZ MODELKĘ ZWIERZĄTKO, NAZYWANE GRONOSTAJEM, A WCZEŚNIEJ ŁASICZKĄ (A BYĆ MOŻE JEST TO ALBINOTYCZNA ODMIANA FRETKI), MA ZŁOŻONE ZNACZENIE EMBLEMATYCZNE. JEGO GRECKA NAZWA - GALÉE ZAWIERA SIĘ W NAZWISKU GALLERANI - JEST WIĘC NAWIĄZANIEM DO NAZWISKA MODELKI. ZWIERZĄTKO JEST RÓWNIEŻ CZYTELNYM SYMBOLEM LUDOVICA SFORZY, NAZYWANEGO PRZEZ WSPÓŁCZESNYCH "ERMELLINO" W NAWIĄZANIU DO PRESTIŻOWEGO "ORDERU GRONOSTAJA", KTÓREGO BYŁ KAWALEREM, I KTÓREGO WIZERUNKU UŻYWAŁ JAKO SWOJEGO GODŁA. 

W CZASIE PORTRETOWANIA CECYLII PROWADZONO JUŻ PERTRAKTACJE W SPRAWIE MARIAŻU LUDOVICA Z BEATRICE D'ESTE; LEONARDO DA VINCI NIE MÓGŁ W ZWIĄZKU Z TYM UKAZAĆ KOCHANKÓW SPLECIONYCH W MIŁOSNYM UŚCISKU. GRONOSTAJ SPOCZYWAJĄCY NA ŁONIE MODELKI, JEST ZAWOALOWANYM PRZEDSTAWIENIEM TEJ SYTUACJI. ŁASICZKA MOŻE BYĆ RÓWNIEŻ POJMOWANA JAKO ALEGORIA MACIERZYŃSTWA, GDYŻ ZGODNIE Z SIĘGAJĄCĄ ANTYKU TRADYCJĄ UŁATWIAŁA ROZWIĄZANIE. ARTYSTA UMIEŚCIŁ ZWIERZĄTKO W TAKI SPOSÓB, BY ZAKRYWAŁO BRZEMIENNOŚĆ MODELKI (NOSIŁA ONA SYNA LUDOVICA - CESARE) JEDNOCZEŚNIE W SYMBOLICZNY SPOSÓB MÓWIĄC O JEJ "BŁOGOSŁAWIONYM STANIE". 

TAKA INTERPRETACJA DZIEŁA SPOTKAŁA SIĘ Z POWSZECHNYM UZNANIEM HISTORYKÓW SZTUKI, PRZEKREŚLAJĄC ZARAZEM DAWNE TEORIE O "REALISTYCZNYM" MALARSTWIE PORTRETOWYM LEONARDA, KTÓRE NIE ZAWIERAŁO ZŁOŻONYCH ELEMENTÓW SYMBOLICZNYCH CZY ALEGORYCZNYCH. BADANIA RADIOGRAFICZNE OBRAZU, PRZEPROWADZONE W 1992 ROKU W WASZYNGTONIE, POTWIERDZIŁY, ŻE CZARNE TŁO KRYJE PIERWOTNY SZARO - NIEBIESKI RYSUNEK. PRAWDOPODOBNIE BYŁ ON NIEWYKOŃCZONY LUB SPRAWIAŁ TAKIE WRAŻENIE, WIĘC ZAMALOWANO TŁO CZARNĄ, NIEPRZEJRZYSTĄ FARBĄ, KTÓRA MIEJSCAMI ŁAMIE MIĘKKĄ LINIĘ KONTURU. W 1800 ROKU OBRAZ ZAKUPIŁ KSIĄŻĘ ADAM JERZY CZARTORYSKI I SPREZENTOWAŁ GO SWOJEJ MATCE - IZABELI CZARTORYSKIEJ. WYSTAWIANY BYŁ W DOMU GOTYCKIM W PUŁAWACH. W CZASIE POWSTANIA LISTOPADOWEGO ZOSTAŁ WYWIEZIONY DO PARYŻA. POD KONIEC XIX WIEKU, OKOŁO 1880 ROKU ZNÓW POWRÓCIŁ DO POLSKI, DO KRAKOWA, GDZIE OTWORZONO MUZEUM CZARTORYSKICH. W 1939 ROKU ZOSTAŁ ZAGRABIONY PRZEZ OKUPANTÓW NIEMIECKICH, SŁUŻYŁ JAKO DEKORACJA WAWELSKIEJ REZYDENCJI HANSA FRANKA, NASTĘPNIE WYWIEZIONO GO DO NIEMIEC, SKĄD POWRÓCIŁ W 1946 ROKU DO KRAKOWA.


 "DZIEWCZYNA Z PERŁĄ" LUB "DZIEWCZYNA W PERŁOWYCH KOLCZYKACH" - OBRAZ AUTORSTWA HOLENDERSKIEGO MALARZA - JANA VERMEERA, UZNAWANY ZA JEDEN Z NAJWYBITNIEJSZYCH PRZYKŁADÓW SIEDEMNASTOWIECZNEGO MALARSTWA. ZNAJDUJE SIĘ OBECNIE W MUZEUM MAURITSHUIS W HADZE, BYWA CZĘSTO NAZYWANY "MONA LISĄ PÓŁNOCY" LUB "HOLENDERSKĄ MONA LISĄ". DZIEŁO JEST SYGNOWANE IV MEER, JEDNAK NIE JEST ZNANA DOKŁADNA DATA JEGO POWSTANIA. NIE MA TAKŻE PEWNOŚCI CO DO TEGO, CZY POWSTAŁ NA ZAMÓWIENIE, A JEŚLI TAK, TO KTO BYŁ ZLECENIODAWCĄ. O ILE WIĘKSZOŚĆ OBRAZÓW VEERMERA UKAZUJE POSTACI W KONTEKŚCIE NARRACYJNYM, O TYLE ZALEDWIE KILKA DZIEŁ Z JEGO DOROBKU (W TYM "DZIEWCZYNA Z PERŁĄ") POZBAWIONYCH JEST AKCJI I WYDAJE SIĘ BYĆ PORTRETAMI. OBRAZ MIAŁ WIELU WŁAŚCICIELI. W 1993 ROKU A. A. TOMBE PRZEKAZAŁ GO MUZEM MAURITSHUIS, GDZIE ZNAJDUJE SIĘ DO DZIŚ. W 1937 ROKU PODOBNE DZIEŁO ZOSTAŁO PRZEKAZANE PRZEZ JEDNEGO Z KOLEKCJONERÓW DO NATIONAL GALLERY OF ART W WASZYNGTONIE, PRZYJMUJE SIĘ JEDNAK, ŻE JEST TO DWUDZIESTOWIECZNY FALSYFIKAT. PRZEDSTAWIONA NA OBRAZIE DZIEWCZYNA, KTÓREJ TOŻSAMOŚĆ JEST NIEZNANA (MOŻE CÓRKA MALARZA, MARIA?) SPRAWIA WRAŻENIE JAKBY ODWRÓCIŁA SIĘ NA DŹWIĘK ZNAJOMEGO GŁOSU. JEJ SYLWETKA ODCINA SIĘ OD CZARNEGO TŁA. Z CZERNIĄ KONTRASTUJĄ KOLORY JEJ STROJU - BRĄZ KUBRACZKA, BIEL KOŁNIERZA ORAZ BŁĘKIT I ŻÓŁĆ TURBANU. W UCHU MA ZAWIESZONY KOLCZYK Z PERŁĄ W KSZTAŁCIE ŁEZKI. TURBAN, KTÓRY MA NA GŁOWIE, JEST ELEMENTEM EGZOTYCZNYM, JEDNAK POPULARNYM W EUROPIE JUŻ OD XV WIEKU.

ROZMAWIAŁAM DZISIAJ Z MAMĄ I KAROLEM O ZMARŁEJ DZIEWCZYNIE MOJEGO UKOCHANEGO. KAROL ZAPYTAŁ MOJĄ MAMĘ, CO BYŁO POWODEM JEJ ŚMIERCI I MAMA POWIEDZIAŁA, ŻE NADMIERNIE SIĘ ODCHUDZAŁA. KAROL ZACZĄŁ SIĘ GŁOŚNO ZASTANAWIAĆ CZY TO NIE PRZEZ JEJ CHŁOPAKA? W ODPOWIEDZI ODWARKNĘŁAM MU, ŻE NIE, NA PEWNO NIE. JAKOŚ NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE ON MÓGŁBY ZAŻĄDAĆ OD NIEJ, ŻEBY ZACZĘŁA SIĘ ODCHUDZAĆ. JEŚLI MAM BYĆ Z WAMI SZCZERA, TO TROCHĘ DZIWI MNIE FAKT, ŻE DZIEWCZYNA, KTÓRA MIAŁA TAK FAJNEGO CHŁOPAKA, NA WŁASNE ŻYCZENIE ZNISZCZYŁA SOBIE ZDROWIE DO TEGO STOPNIA, ŻE ZMARŁA. JAK BARDZO MUSIAŁO SIĘ RÓŻNIĆ JEJ MYŚLENIE OD MOJEGO. ONA UMIERAJĄC GO ZOSTAWIŁA A PRZECIEŻ GDYBY BARDZO CHCIAŁA, TO BY ODSTAWIŁA TE TABLETKI NA ODCHUDZANIE, ZADBAŁA O SIEBIE I TYM SAMYM ZAOSZCZĘDZIŁABY SWOJEMU I OBECNIE MOJEMU UKOCHANEMU MNÓSTWA BÓLU. JA NATOMIAST ZROBIŁABYM DLA NIEGO WSZYSTKO I NAWET DO GŁOWY BY MI NIE PRZYSZŁO NISZCZENIE SOBIE ZDROWIA NA WŁASNE ŻYCZENIE, WŁAŚNIE ZE WZGLĘDU NA TO, CO ON BY POTEM CZUŁ.

BILOKACJA MOŻE BYĆ ZDEFINIOWANA JEDNOCZESNYM POBYTEM OSOBY W DWÓCH MIEJSCACH. WIELU ŚWIADKÓW POŁĄCZONYCH Z CHRZEŚCIJAŃSKIMI TRADYCJAMI, ZANOTOWAŁO OKOLICZNOŚCI DWULOKACJI, KTÓRE BYŁY ZAUWAŻONE U WIELU ŚWIĘTYCH. OJCIEC PIO MIAŁ WIELU NAOCZNYCH ŚWIADKÓW, KTÓRZY WIDZIELI GO W RÓŻNYCH MIEJSCACH W TYM SAMYM CZASIE. OTO KILKA ŚWIADECTW:

PANI MARIA, JEDNA ZE SPIRYTUALNYCH CÓREK OJCA PIO, STWIERDZIŁA, ŻE PEWNEGO DNIA, PODCZAS MODLITWY JEJ BRAT ZASNĄŁ. NATYCHMIAST ZOSTAŁ ON OBUDZONY UDERZENIEM W PRAWY POLICZEK. ZORIENTOWAŁ SIĘ, ŻE RĘKA, KTÓRA GO UDERZYŁA BYŁA ODZIANA W PÓŁ - RĘKAWICZKĘ. OD RAZU POMYŚLAŁ O OJCU PIO. NASTĘPNEGO DNIA ZAPYTAŁ SIĘ ON OJCA PIO CZY ON GO UDERZYŁ W POLICZEK. "TO JEST SPOSÓB NA ODRZUCENIE ŚPIĄCZKI PODCZAS MODLITWY" - ODPOWIEDZIAŁ OJCIEC PIO. W TEN SPOSÓB OJCIEC PIO "OBUDZIŁ" UWAGĘ MĘŻCZYZNY.

PEWNEGO DNIA, BYŁY OFICER ARMII WŁOSKIEJ WSZEDŁ DO ZAKRYSTII I ZAUWAŻAJĄC OJCA PIO POWIEDZIAŁ: "TAK JEST TU! NIE POMYLIŁEM SIĘ!" PODSZEDŁ DO OJCA PIO, KLĘKAJĄC PRZED NIM ZE ŁZAMI W OCZACH POWIEDZIAŁ: "OJCZE DZIĘKI ZA OCALENIE MNIE OD ŚMIERCI". PO CZYM ZACZĄŁ OPOWIADAĆ TAM ZGROMADZONYM. "BYŁEM KAPITANEM W PIECHOCIE, PEWNEGO DNIA NA FRONCIE, PODCZAS STRASZNEJ GODZINY BITWY NIEDALEKO MNIE ZOBACZYŁEM MNICHA, KTÓRY KRZYKNĄŁ: "NIECH SIĘ PAN ODDALI Z TEGO MIEJSCA!" PODBIEGŁEM DO NIEGO - I W TYM SAMYM MOMENCIE, TAM GDZIE PRZED CHWILĄ STAŁEM WYBUCHŁ GRANAT I POZOSTAWIŁ KRATER. GDY SIĘ ODWRÓCIŁEM Z POWROTEM DO MNICHA - JEGO JUŻ TAM NIE BYŁO". OJCIEC PIO PODCZAS DWULOKACJI OCALIŁ JEGO ŻYCIE.


OJCIEC ALBERTO, KTÓRY SPOTKAŁ SIĘ Z OJCEM PIO W 1917 ROKU STWIERDZIŁ: "OJCIEC PIO STAŁ PRZY OKNIE I PATRZYŁ NA GÓRY. MÓWIŁ COŚ DO SIEBIE. PODSZEDŁEM ABY UCAŁOWAĆ JEGO RĘKĘ LECZ ON MNIE NIE DOSTRZEGŁ - JEGO RĘKA BYŁA SZTYWNA. W TYM MOMENCIE USŁYSZAŁEM JAK OJCIEC PIO UDZIELA KOMUŚ PRZEDŚMIERTNEGO ROZGRZESZENIA. PO CHWILI OJCIEC PIO ZATRZĄSŁ SIĘ JAKBY SIĘ BUDZIŁ ZE SNU. "TY TU JESTEŚ? NIE ZAUWAŻYŁEM CIEBIE" - POWIEDZIAŁ, GDY MNIE ZOBACZYŁ. PO KILKU DNIACH PRZYSZEDŁ TELEGRAM Z TURYNU. KTOŚ DZIĘKOWAŁ PRZEŁOŻONEMU ZA WYSŁANIE OJCA PIO DO TURYNU DO UMIERAJĄCEGO. DOMNIEMAŁEM, ŻE TA OSOBA UMIERAŁA W TYM SAMYM CZASIE, GDY OJCIEC PIO UDZIELAŁ MU ROZGRZESZENIA W ROTUNDZIE W SAN GIOVANI ROTONDO. NAJWYRAŹNIEJ PRZEŁOŻONY ZAKONU WYSŁAŁ OJCA PIO DO TURYNU, KTÓRY TO PRZENIÓSŁ SIĘ TAM PRZEZ DWULOKACJĘ.


W 1946 ROKU AMERYKAŃSKA RODZINA Z FILADELFII WYBRAŁA SIĘ DO SAN GIOVANI ROTONDO ABY PODZIĘKOWAĆ OJCU PIO. ICH SYN, KTÓRY W DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ BYŁ PILOTEM BOMBOWCA, ZOSTAŁ OCALONY PRZEZ OJCA PIO NAD PACYFIKIEM. OTO WYJAŚNIENIE SYNA: "BYLIŚMY TUŻ PRZY DOCELOWYM OGNISKU NA WYSPIE GDZIE MIELIŚMY WYLĄDOWAĆ Z PEŁNYM ŁADUNKIEM BOMB. ZOSTALIŚMY TRAFIENI PRZEZ JAPOŃSKI MYŚLIWIEC. SAMOLOT WYBUCHŁ ZANIM RESZTA ZAŁOGI ZDĄŻYŁA WYSKOCZYĆ. TYLKO MI UDAŁO SIĘ WYSKOCZYĆ. NAWET NIE WIEM W JAKI SPOSÓB. PRÓBOWAŁEM OTWORZYĆ SPADOCHRON, ALE BEZSKUTECZNIE. NIECHYBNIE ROZBIŁBYM SIĘ O ZIEMIĘ GDYBY NIE POMOC MNICHA, KTÓRY ZJAWIŁ SIĘ W LOCIE. MIAŁ BIAŁĄ BRODĘ. WZIĄŁ MNIE W RAMIONA I DELIKATNIE ZŁOŻYŁ U BRAMY BAZY. MOŻECIE SOBIE WYOBRAZIĆ ZDZIWIENIE MOJĄ PRZYGODĄ. NIKT NIE CHCIAŁ WIERZYĆ, ALE MOJA OBECNOŚĆ TAM BYŁA NIEZBITYM DOWODEM. PODCZAS WYJAZDU DO DOMU NA PRZEPUSTCE, WŚRÓD ZDJĘĆ MOJEJ MATKI ROZPOZNAŁEM MNICHA, KTÓRY MNIE OCALIŁ. MATKA MI POWIEDZIAŁA, ŻE POPROSIŁA OJCA PIO O OPIEKĘ NADE MNĄ.


PEWNA  KOBIETA MIESZKAŁA ZE SWOJĄ CÓRKĄ W BOLONII. MIAŁA ONA GUZ NOWOTWOROWY NA RAMIENIU. CÓRKA PRZEKONAŁA JĄ DO OPERACJI. CHIRURG CHCIAŁ JESZCZE TROCHĘ POCZEKAĆ Z USTALENIEM DATY OPERACJI. TYMCZASEM ZIĘĆ WYSŁAŁ TELEGRAM DO OJCA PIO, PROSZĄC O MODLITWĘ ZA SWOJĄ TEŚCIOWĄ. W TYM SAMYM CZASIE, GDY OJCIEC PIO OTRZYMAŁ TELEGRAM, KOBIETA TA, SIEDZĄC SAMA W JADALNI ZOBACZYŁA WCHODZĄCEGO KAPUCYNA PRZEZ DRZWI DO POKOJU. "JESTEM OJCIEC PIO Z PIETRELCINY" - PRZEDSTAWIŁ SIĘ. PO KRÓTKIEJ ROZMOWIE O DIAGNOZIE LEKARSKIEJ I NAMOWIE DO MODLITWY DO BŁOGOSŁAWIONEJ MATKI, OJCIEC PIO ZROBIŁ ZNAK KRZYŻA NA JEJ RAMIENIU I WYSZEDŁ. W TYM MOMENCIE KOBIETA ZAWOŁAŁA, SŁUŻĄCĄ, CÓRKĘ ORAZ ZIĘCIA I ZAPYTAŁA ICH DLACZEGO WPUŚCILI DO NIEJ OJCA PIO BEZ ZAPOWIEDZI. ONI ZAŚ ZGODNIE ODPOWIEDZIELI, ŻE OJCA PIO NIE WIDZIELI I DO DOMU NIKOGO NIE WPUSZCZALI. NASTĘPNEGO DNIA, W PRZYGOTOWANIU DO OPERACJI, CHIRURG ZBADAŁ KOBIETĘ LECZ GUZA NIE BYŁO.

OJCIEC PIO ODWIEDZIŁ BISKUPA, KTÓRY UDZIELAŁ MU ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH 10 SIERPNIA 1910 ROKU W KATEDRZE BENEVENTO. WYDARZYŁO SIĘ TO PRZED ŚMIERCIĄ BISKUPA. OJCIEC PIO BILOKOWAŁ SIĘ ABY DUCHOWO WESPRZEĆ BISKUPA.


NAWET BŁOGOSŁAWIONY DON ORIONE MÓWIŁ O DARZE BILOKACJI OJCA PIO. POWIEDZIAŁ ON: "BYŁEM W KOŚCIELE ŚWIĘTEGO PIOTRA W RZYMIE, ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W UROCZYSTOŚCIACH BEATYFIKACYJNYCH ŚWIĘTEJ TERESY. BYŁ TAM RÓWNIEŻ OJCIEC PIO, POMIMO FAKTU, IŻ W TYM SAMYM CZASIE BYŁ TEŻ RÓWNIEŻ W SWOIM KLASZTORZE. WIDZIAŁEM GO. UŚMIECHAŁ SIĘ I POPRZEZ TŁUM LUDZI ZBLIŻAŁ SIĘ W MOIM KIERUNKU. JEDNAK, KIEDY BYŁ JUŻ CAŁKIEM BLISKO MNIE, ZNIKNĄŁ. 


W 1951 ROKU OJCIEC PIO ODPRAWIAŁ MSZĘ ŚWIĘTĄ W PEWNYM KLASZTORZE W CZECHOSŁOWACJI. PO MSZY SIOSTRY ZAKONNE POSZŁY DO ZAKRYSTII ABY ZAPROPONOWAĆ OJCU PIO KAWĘ JAKO PODZIĘKOWANIE ZA NIESPODZIEWANĄ WIZYTĘ. NIESTETY NIE ZNALAZŁY GO TAM I NA TEJ PODSTAWIE WYWNIOSKOWAŁY, ŻE MIAŁY DO CZYNIENIA ZE ZJAWISKIEM BILOKACJI.


W 1956 ROKU OJCIEC PIO ODPRAWIŁ MSZĘ ŚWIĘTĄ DLA PRYMASA WĘGIER - JÓZEFA MINDSZENTEGO W WIĘZIENIU W BUDAPESZCIE. KOŚ, KTO MIAŁ INFORMACJE NA TEMAT UWIĘZIENIA PRYMASA ZAPYTAŁ OJCA PIO WPROST: "OJCZE PIO! ODPRAWIAŁEŚ MSZĘ DLA PRYMASA WĘGIER WIĘC MUSIAŁEŚ TEŻ Z NIM ROZMAWIAĆ! BYŁEŚ Z NIM W WIĘZIENIU I WIDZIAŁEŚ GO". OJCIEC PIO ODPOWIEDZIAŁ: "OCZYWIŚCIE, JEŻELI Z NIM ROZMAWIAŁEM, TO TAKŻE GO WIDZIAŁEM". BYŁ TO PRZYPADEK BILOKACJI.


TERAZ PODSUMOWANIE I WYJAŚNIENIE DLACZEGO TO WSZYSTKO ŁĄCZY SIĘ Z MOIM UKOCHANYM. PATRZĄC NA TE OBRAZY MYŚLĘ O TYM, ŻE ON TEŻ MÓGŁBY NAMALOWAĆ MÓJ PORTRET, CHOĆ OSOBIŚCIE WOLAŁABYM AKT, TAKI JAK TEN Z "TITANICA". CO DO DRUGIEGO PUNKTU, TO CHYBA JASNE W JAKI SPOSÓB SIĘ Z NIM ŁĄCZY A JEŻELI CHODZI O ZJAWISKO BILOKACJI, TO GDYBYM JA POSIADAŁA TAKI DAR, TO NA PEWNO WYKORZYSTYWAŁABYM GO DO CZUWANIA NAD MOIM UKOCHANYM. W MOMENTACH KIEDY W JEGO ŻYCIU DZIAŁO SIĘ COŚ ZŁEGO ZAWSZE MARZYŁAM O TYM BY BYĆ JEGO ANIOŁEM STRÓŻEM. CZĘSTO SOBIE WYOBRAŻAM PRZED SNEM, ŻE MOJE KOCHANIE SŁODKO SOBIE ŚPI A JA JESTEM OBOK NIEGO, PATRZĘ SOBIE JAK ŚPI I GŁASKAM GO DELIKATNIE PO WŁOSACH I POLICZKU.

czwartek, 13 maja 2010

DZIEŃ 312

DZISIAJ BARDZO DOBRZE MI SZŁO NA ĆWICZENIACH, SAMA JESTEM Z SIEBIE DUMNA. POZA TYM MIAŁAM MIEĆ DZISIAJ OSTATNIĄ LEKCJĘ WŁOSKIEGO Z TEGO GMINNEGO KURSU, ALE NIE MIAŁAM, BO KILKA MINUT PRZED LEKCJĄ DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, ŻE LUCA NIE DOJEDZIE, W ZWIĄZKU Z TYM OSTATNIA LEKCJA NAM PRZEPADŁA, WIĘC 18 MAJA ZOSTAŁO NAM TYLKO ODEBRANIE CERTYFIKATÓW.

środa, 12 maja 2010

DZIEŃ 311

DZISIAJ CHYBA TRZY GODZINY BEZ PRZERWY SŁUCHAŁAM PIOSENEK MOJEGO UKOCHANEGO I GRAŁAM W GRĘ GRZENDA, TO TA GRA DLA DZIEWCZYN, W KTÓREJ JEST SIĘ W WIRTUALNEJ CIĄŻY I WYCHOWUJE SIĘ WIRTUALNE DZIECKO, TAK ZWANEGO VIRTUALNIAKA. NA CHWILĘ OBECNĄ JESTEM JEDNYM Z NAJLEPSZYCH GRACZY, ALE MUSZĘ NA RAZIE PRZESTAĆ W NIĄ GRAĆ I ZAJĄĆ SIĘ MOIM I SYLWKA BLOGIEM, CHCĘ MU SPRAWIĆ RADOŚĆ.

wtorek, 11 maja 2010

DZIEŃ 310

ROZMAWIAŁAM DZISIAJ Z SYLWKIEM I OKAZAŁO SIĘ, ŻE GDYBY SYLWEK MIAŁ DZIEWCZYNĘ, TO CHCIAŁBY MIEĆ Z NIĄ WSPÓLNY BLOG CZYLI ZUPEŁNIE TAK, JAK JA, GDYBYM MIAŁA CHŁOPAKA. DOSZLIŚMY DO WNIOSKU, ŻE SKORO OBOJE CHCEMY TEGO SAMEGO, TO, MIMO IŻ NIE JESTEŚMY PARĄ, TO ZAŁOŻYMY SOBIE WSPÓLNY BLOG WŁAŚNIE W TAKIM CHARAKTERZE. W PIERWSZEJ CHWILI SIĘ UCIESZYŁAM I ZACZĘŁAM GO ROBIĆ, ALE PO CHWILI ZACZĘŁAM SIĘ
ZASTANAWIAĆ JAKBY NA TO ZAREAGOWAŁ MÓJ PRAWDZIWY UKOCHANY, CHCIAŁABYM ŻEBY BYŁ ZAZDROSNY (BYŁABY TO DLA MNIE DOBRA ZEMSTA ZA TO, ŻE MUSZĘ NA JEGO STRONIE CZYTAĆ TO CO PISZE ZE SWOIMI KOLEŻANKAMI) ALE PEWNIE WCALE BY NIE ZAREAGOWAŁ.

poniedziałek, 10 maja 2010

DZIEŃ 309

RANO SŁUCHAŁAM PIOSENEK MOJEGO UKOCHANEGO LEŻĄC NA ŁÓŻKU I PATRZĄC NA JEGO ZDJĘCIE, MIMO ŻE NIE CHCIAŁO MI SIĘ SPAĆ, TO MÓJ ORGANIZM NA JEGO GŁOS REAGUJE W TAKI SPOSÓB, ŻE BARDZO SZYBKO SIĘ WYCISZAM, ROZLUŹNIAM I ZASYPIAM. MOJA MAMA ZAWSZE SIĘ ŚMIEJE, ŻE TO MÓJ "PRYWATNY ETER". POWIEDZIAŁAM JEJ, ŻE TO NIE JEST ŚMIESZNE, BO GDYBYM POSZŁA NA JEGO KONCERT, TO ZAMIAST GO SŁUCHAĆ PO PROSTU BYM SIĘ WYSPAŁA. POZA TYM WYDAJE MI SIĘ, ŻE TO WSZYSTKO PRZEZ TO JEDNO Z MOICH MARZEŃ, BO JA JUŻ OD DAWNA MARZĘ O TYM ŻEBY ZASNĄĆ W JEGO RAMIONACH, SŁUCHAJĄC JEGO PIOSENKI, KTÓRĄ ŚPIEWAŁBY MI DO UCHA.

niedziela, 9 maja 2010

DZIEŃ 308

TĘSKNIĘ ZA SYLWKIEM. DZIŚ NIE PISALIŚMY NA GADU - GADU, BO JAK JUŻ WSPOMINAŁAM WCZORAJ POJECHAŁ DZIŚ DO MACEDONII. NAJGORSZE W TYM WSZYSTKIM JEST TO, ŻE NIE WIEM KIEDY WRÓCI. POZA TYM OGLĄDAŁAM DZIŚ ŚLUBNE ZDJĘCIA ZNAJOMEJ, NAPRAWDĘ PIĘKNE W TAKIM SKÓRKOWYM GRANATOWYM ALBUMIE - SEGREGATORZE, NO I OCZYWIŚCIE OD RAZU ZACZĘŁAM ŻAŁOWAĆ, ŻE NIE MAM JUŻ TYLU ZDJĘĆ MOJEGO UKOCHANEGO CO DAWNIEJ, BO GDYBYM MIAŁA, TO TEŻ MOGŁABYM KUPIĆ SOBIE TAKI ALBUM. BARDZO ŻAŁUJĘ, ŻE TEGO NIE ZROBIŁAM, KIEDY JESZCZE MIAŁAM TE ZDJĘCIA. W ZASADZIE CHYBA JESTEM W STANIE ZROBIĆ WSZYSTKO ŻEBY JE ODZYSKAĆ.

sobota, 8 maja 2010

DZIEŃ 307

WIECZOREM GADAŁAM Z SYLWKIEM. DZIŚ MIAŁ DOBRY HUMOR, BO BYŁ NA WYCIECZCE I CHODZIŁ PO JAKICHŚ KANIONACH CZY COŚ. JUTRO JEDZIE DO MACEDONII (JA NAWET NIE WIEM, GDZIE LEŻY MACEDONIA) NIE WIEM NA ILE SYLWEK WYJEŻDŻA, BO ZAPOMNIAŁAM GO ZAPYTAĆ. MAM NADZIEJĘ, ŻE SZYBKO WRÓCI. ROZMAWIAŁAM O SYLWKU Z ARTUREM I ARTUR PYTAŁ MNIE CZY NIE JESTEM W SYLWKU ZAKOCHANA, POWIEDZIAŁAM, ŻE NIE.

piątek, 7 maja 2010

DZIEŃ 306

MARTWIĘ SIĘ O SYLWKA, BO BYŁ DZIŚ PRZYBITY I ZARZUCIŁ MI NAWET, ŻE GO OLEWAM. BYŁO MI PRZYKRO, ALE NA SPOKOJNIE I BARDZO DELIKATNIE WYTŁUMACZYŁAM MU, ŻE JEST W BŁĘDZIE. SYLWEK MA BARDZO NISKĄ SAMOOCENĘ, POWIEDZIAŁ MI O TYM JUŻ PODCZAS PIERWSZEJ ROZMOWY I TERAZ ZASTANAWIAM SIĘ CZY TA JEGO NISKA SAMOOCENA I PRZYBICIE NIE SĄ PRZYPADKIEM TYPOWYMI CECHAMI KAŻDEGO ŻOŁNIERZA, KTÓRY WYJEŻDŻA NA MISJĘ. CHCIAŁABYM TEŻ ZADAĆ SYLWKOWI JEDNO PYTANIE MIANOWICIE CZY ZDARZYŁO MU SIĘ KIEDYŚ STRZELAĆ DO INNEGO CZŁOWIEKA, ALE NIE CHCIAŁABYM GO ZRANIĆ TYM PYTANIEM. POZA TYM DZIEŃ MINĄŁ MI CAŁKIEM NORMALNIE, CHOĆ TRUDNO TAK NAZWAĆ DNI OD KIEDY ZNAM SYLWKA, BO ŚWIADOMOŚĆ, ŻE ON MNIE TAK BARDZO LUBI DAJE MI MNÓSTWO RADOŚCI.

czwartek, 6 maja 2010

DZIEŃ 305

DZIŚ PISAŁAM Z SYLWKIEM DO DRUGIEJ W NOCY I TERAZ TEŻ PISZEMY. ODKĄD POKAZAŁAM SYLWKOWI MÓJ BLOG I ZDJĘCIA, TO ZACZĄŁ NAMAWIAĆ MNIE NA ZAKUP KAMERKI INTERNETOWEJ. JA JEDNAK NIE JESTEM PRZEKONANA DO TEGO POMYSŁU NIE TYLKO ZE WZGLĘDÓW FINANSOWYCH, BO TO W SUMIE JAKBY NIE PATRZEĆ SPRAWY GROSZOWE, ALE ZE WZGLĘDU NA MÓJ WYGLĄD, JESTEM NIEFOTOGENICZNA. OBIECAŁAM JEDNAK SYLWKOWI, ŻE ZA JAKIŚ CZAS KUPIĘ SOBIE KAMERKĘ. POZA TYM BARDZO MARTWIĘ SIĘ O SYLWKA, BO MIAŁ DZISIAJ JAKIEŚ ĆWICZENIA I MA TERAZ OBDARTY PALEC AŻ DO KOŚCI I BOLĄ GO PLECY ORAZ NOGA. CÓŻ PORADZIĆ, TAKI LOS ŻOŁNIERZA. SYLWEK POWIEDZIAŁ, ŻE CIESZY GO, IŻ SIĘ O NIEGO MARTWIĘ, BO TO ZNACZY, ŻE O NIEGO DBAM. FAKTYCZNIE, GDYBYM MOGŁA, TO BYM O NIEGO DBAŁA.

środa, 5 maja 2010

DZIEŃ 304

WCZORAJ NA CZACIE W INTERII POZNAŁAM FAJNEGO CHŁOPAKA, NAZYWA SIĘ SYLWESTER KIELCZYK I JEST ŻOŁNIERZEM NA MISJI W KOSOWIE. WCZORAJ PISALIŚMY ZE SOBĄ NA GADU - GADU DO CZWARTEJ NAD RANEM I NAPRAWDĘ SUPER NAM SIĘ PISAŁO, GDYBY WSZYSCY MĘŻCZYŹNI NA TYM ŚWIECIE MIELI TAKI FAJNY CHARAKTER JAK SYLWEK, TO TEN ŚWIAT BYŁBY DUŻO PIĘKNIEJSZY. PRZEGADALIŚMY Z SOBĄ OKOŁO 5 GODZIN MOŻE NAWET TROCHĘ WIĘCEJ I CIĄGLE BYŁO NAM MAŁO. PRZEZ TO, ŻE ZE SOBĄ PISALIŚMY DO CZWARTEJ NAD RANEM SYLWEK SPAŁ TYLKO TRZY GODZINY A JA WSTAŁAM O 12 PO POŁUDNIU. WCALE JEDNAK NIE ŻAŁUJĘ, ŻE ZARWALIŚMY TĘ NOC, BO BYŁO EKSTRA. PEWNIE DZIWI WAS, ŻE PO JEDNYM DNIU TYLKO WIRTUALNEJ ZNAJOMOŚCI MAM JEGO ZDJĘCIA NA BLOGU, OTÓŻ MAM JEGO ZDJĘCIA DLATEGO, ŻE ON MA MOJE ZDJĘCIA ZAPISANE NA KOMPUTERZE. ZROBIŁO MI SIĘ BARDZO MIŁO, GDY MI O TYM POWIEDZIAŁ W ZWIĄZKU Z TYM POSTANOWIŁAM MU SIĘ JAKOŚ ODWDZIĘCZYĆ. POZA TYM JESTEM POD WRAŻENIEM JEGO URODY.

wtorek, 4 maja 2010

DZIEŃ 303

DZIŚ KIEDY MIAŁAM NA REHABILITACJI KLASYCZNY MASAŻ PLECÓW POCHWALIŁAM SIĘ REHABILITANTOM POMYSŁEM Z TATUAŻEM. PANI AGNIESZKA ZAPYTAŁA MNIE, GDZIE CHCĘ ZROBIĆ SOBIE TEN TATUAŻ, POWIEDZIAŁAM, ŻE NA RAMIENIU. DZIEWCZYNY PYTAŁY MNIE TEŻ CZY MAM JUŻ UPATRZONY JAKIŚ KONKRETNY MOTYW, POWIEDZIAŁAM, ŻE TAK, ALE NIE POWIEDZIAŁAM JAKI KONKRETNIE, BO MAMA BY USŁYSZAŁA A MYŚLĘ, ŻE DLA JEJ ZDROWIA PSYCHICZNEGO BYŁOBY LEPIEJ, GDYBY DO SAMEGO KOŃCA NIE WIEDZIAŁA CO CHCĘ SOBIE WYTATUOWAĆ. PRZED CHWILĄ WESZŁAM NA NASZĄ KLASĘ I DOKONAŁAM SZOKUJĄCEGO ODKRYCIA. BRATANEK MOJEGO UKOCHANEGO OGLĄDAŁ MÓJ PROFIL. Z JEDNEJ STRONY MNIE TO UCIESZYŁO, BO CZUJĘ SIĘ TAK JAKBY JAKAŚ WIĘŹ ŁĄCZYŁA MNIE Z JEGO RODZINĄ. Z DRUGIEJ JEDNAK STRONY TROCHĘ MNIE TO PRZERAŻA, CHODZI O OPIS MOJEGO PROFILU, JEŚLI TEN MAŁY NIE ZAPOMNI O TYM OPISIE DO CZASU KIEDY PRZYJEDZIE MÓJ UKOCHANY, TO MAM PRZECHLAPANE.

poniedziałek, 3 maja 2010

DZIEŃ 302

DWA LATA TEMU, KIEDY PIERWSZY RAZ ZOBACZYŁAM BLOG MOJEGO UKOCHANEGO, ZNALAZŁAM NA NIM BARDZO ŁADNE JEGO ZDJĘCIE W SEPII, GDY TYLKO JE ZOBACZYŁAM KAZAŁAM MOJEJ KUZYNCE - KLAUDII JE WYDRUKOWAĆ I PRZEZ DOŚĆ DŁUGI CZAS NOSIŁAM JE W PORTFELU, ALE POTEM ZOBACZYŁAM JEDNĄ Z JEGO INTERNETOWYCH ROZMÓW Z JAKĄŚ ZNAJOMĄ (DZIWI MNIE, ŻE ROZMAWIAJĄ ZE SOBĄ ZA POŚREDNICTWEM KOMENTARZY NA JEGO BLOGU A NIE TELEFONU, E-MAILA CZY JAKIEGOŚ KOMUNIKATORA) I SIĘ NA NIEGO ZEZŁOŚCIŁAM. WYJĘŁAM TO ZDJĘCIE Z PORTFELA I Z CZASEM SIĘ GDZIEŚ ZAWIERUSZYŁO. DŁUGO I BEZSKUTECZNIE GO SZUKAŁAM I JUŻ POSTANOWIŁAM WYDRUKOWAĆ SOBIE INNE ABY JE MIEĆ W PORTFELU, KIEDY NAGLE ZNALAZŁAM TECZKĘ, W KTÓREJ JE ZOSTAWIŁAM. TERAZ TO ZDJĘCIE ZNÓW MAM W PORTFELU CZYLI TAM, GDZIE JEST JEGO MIEJSCE. NAPRAWDĘ BARDZO ŻAŁUJĘ, ŻE NIE MOGĘ TEGO ZDJĘCIA WKLEIĆ NA BLOG, MIMO ŻE MAM JE ZESKANOWANE NA KOMPUTERZE, BO TO NAPRAWDĘ ŚLICZNE ZDJĘCIE, ZRESZTĄ CO SIĘ DZIWIĆ MÓJ UKOCHANY, TO NAPRAWDĘ PRZYSTOJNY FACET. POZA TYM RANO ANIA (TA ZNAJOMA OD TATUAŻU) NAPISAŁA MI SMS'A, ŻE PRZEŚLE MI WZORY CZCIONEK E-MAILEM.

niedziela, 2 maja 2010

DZIEŃ 301

BYŁAM DZIŚ Z MAMĄ U CIOCI JADZI CHABROWSKIEJ, SIEDZIAŁAM Z ANKĄ I ŁUKASZEM I GADALIŚMY O MOIM UKOCHANYM I TYM LETNIM POMYŚLE CZYLI TATUAŻU. JUŻ NAPISAŁAM DO TEGO GOŚCIA, KTÓRY ROBI TATUAŻE, BO CHCIAŁAM ŻEBY MI PRZESŁAŁ JESZCZE INNE WZORY IMIENIA MOJEGO UKOCHANEGO, ALE POWIEDZIAŁ MI, ŻE ON MA OKOŁO 400 CZCIONEK, WIĘC CIĘŻKO MU BĘDZIE JE WYSŁAĆ. WPADŁAM JEDNAK NA POMYSŁ ŻEBY NAPISAĆ DO ANI RUTKOWSKIEJ, BO ONA ROBI TATUAŻE HENNĄ I TAK TEŻ ZROBIŁAM, ALE JESZCZE MI NIE ODPISAŁA. MOŻE JUTRO ODPISZE. POZA TYM ODWIEDZIŁ NAS DZISIAJ MÓJ PRZYSZYWANY KUZYN Z OPOLA - KUBA LAXY I GDY MNIE ZOBACZYŁ, TO POWIEDZIAŁ, ŻE PODOBNO 10 LAT TEMU BYLIŚMY PARĄ. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE JA OD DZIESIĘCIU LAT JESTEM ZAKOCHANA W KIMŚ INNYM A ON POWIEDZIAŁ, ŻE ZŁAMAŁAM MU SERCE. BARDZO MNIE TO ROZBAWIŁO I POMYŚLAŁAM SOBIE, ŻE JEŚLI KIEDYŚ BYŁAM ZAKOCHANA W KUBIE, TO CHYBA NIE MIAŁAM WTEDY JESZCZE POJĘCIA O ISTNIENIU MOJEGO UKOCHANEGO. POZA TYM TO, TO NIE MOGŁO MIEĆ MIEJSCA 10 LAT TEMU, BO JA OD 2000 ROKU JESTEM ZAKOCHANA W MOIM UKOCHANYM.

sobota, 1 maja 2010

DZIEŃ 300

PRZESZUKAŁAM CHYBA WSZYSTKIE MOŻLIWE STRONY W POSZUKIWANIU KREATORA DO SKINÓW (SKÓREK NA GG) GDYŻ NA JEDNYM Z FORÓW ZNALAZŁAM WPIS, ŻE JEST MOŻLIWOŚĆ USTAWIENIA SKÓRKI ZE ZDJĘCIA. OCZYWIŚCIE OD RAZU ZECHCIAŁAM MIEĆ SKÓRKĘ ZE ZDJĘCIA MOJEGO UKOCHANEGO (UWIELBIAM NA NIEGO PATRZEĆ) NIE UMIAŁAM JEDNAK SAMA ZROBIĆ TAKIEJ SKÓRKI, NA SZCZĘŚCIE MÓJ KOLEGA - MATEUSZ - POWIEDZIAŁ, ŻE ZA DROBNĄ PRZYSŁUGĘ ZROBI MI TĄ SKÓRKĘ. ZGODZIŁAM SIĘ CHOĆ Z OGROMNYMI OPORAMI, ALE JAKBY NIE PATRZEĆ, TO BARDZO CHCĘ MIEĆ TĄ SKÓRKĘ. JAK JUŻ JĄ BĘDĘ MIEĆ, TO WAS O TYM POINFORMUJĘ.