niedziela, 22 listopada 2009

DZIEŃ 140

video

ZARAZ WYTŁUMACZĘ WAM OBECNOŚĆ TEGO OBRAZU W DZISIEJSZYM POŚCIE, ŻEBY TO ZROBIĆ, TO MUSZĘ PO PIERWSZE: OPOWIEDZIEĆ WAM O WYDARZENIACH DZISIEJSZEGO DNIA A PO DRUGIE: MUSZĘ SIĘ COFNĄĆ PRAWIE DWA LATA W PRZESZŁOŚĆ. BYŁAM DZIŚ Z MAMĄ, ANITĄ I CIOCIĄ AGNIESZKĄ W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM W LUBLIŃCU. HENIA - MAMA ANITY JEST CHORA NA SCHIZOFRENIĘ PARANOIDALNĄ I OD 3 WRZEŚNIA CAŁY CZAS PRZEBYWA W SZPITALU. ODWIEDZAMY JĄ CO TYDZIEŃ. WSZYSCY TWIERDZĄ, ŻE SZPITAL W LUBLIŃCU, TO DOŚĆ SPECYFICZNE MIEJSCE, NAWET JAK NA SZPITAL. JA DO TEJ PORY MIAŁAM OKAZJĘ LECZYĆ SIĘ TYLKO W JEDNYM SZPITALU - W KLINICE ORTOPEDYCZNEJ W PIEKARACH ŚLĄSKICH I MAM NAWET MIŁE WSPOMNIENIA ZWIĄZANE Z TYM MIEJSCEM, ZWŁASZCZA JEDNO.

BYŁ PONIEDZIAŁEK, 3 GRUDNIA 2007 ROKU. OGLĄDAŁAM "TITANIC" W TELEWIZJI, LEŻĄC NA SZPITALNYM ŁÓŻKU, KIEDY OGLĄDAŁAM SCENĘ JAK JACK MALUJE AKT ROSE POSTANOWIŁAM NAPISAĆ SMS'A DO MOJEGO UKOCHANEGO. PRETEKSTEM DO ROZMOWY BYŁY JEGO PŁYTY, BO ON JEST MUZYKIEM I UPRAWIA SZTUKI PLASTYCZNE. KIEDY NAPISAŁAM MU W PIERWSZYM SMS'IE, ŻE CHCIAŁABYM KUPIĆ JEGO PŁYTY, TO ODPISAŁ MI, ŻE NIE PISZE Z NIEZNANYMI NUMERAMI I NIE HANDLUJE NIE SWOIMI UTWORAMI. PRZEDSTAWIŁAM MU SIĘ I WTEDY ON JUŻ NIC NIE NAPISAŁ. MYŚLAŁAM, ŻE JUŻ SIĘ NIE ODEZWIE, ALE ODPISAŁ NA DRUGI DZIEŃ PO POŁUDNIU. NAPISAŁ MI WTEDY: 

"TRZEBA BYŁO TAK OD RAZU, PŁYT JUŻ NIE MAM, ALE JAK CHCESZ TO PODAJ MI MAILA, WYŚLĘ CI MAILEM TYLKO NAJPIERW MUSZĘ ICH POSZUKAĆ NA KOMPIE". PODAŁAM MU MAILA LECZ ON MI ICH NIE PRZYSŁAŁ, ALE I TAK JESTEM ZADOWOLONA, ŻE Z NIM ROZMAWIAŁAM. NAWIĄZUJĄC NATOMIAST DO POWYŻSZEGO OBRAZU, TO JEST ON ZWIĄZANY Z JEDNYM Z MOICH CICHYCH MARZEŃ, MIANOWICIE KIEDYŚ BARDZO CHCIAŁAM ABY MÓJ UKOCHANY NAMALOWAŁ MÓJ AKT, CHOĆ ON GŁÓWNIE MALUJE TYLKO MARTWE NATURY I PEJZAŻE.