piątek, 6 listopada 2009

DZIEŃ 124

POKŁÓCIŁAM SIĘ Z KAROLEM, BO JUŻ DRUGI RAZ MNIE OKŁAMAŁ I TO MOIM ZDANIEM W NAJBANALNIEJSZEJ KWESTII JAKA MOŻE BYĆ NA TYM ŚWIECIE. POWIEDZIAŁ MI JAK TAK NAPRAWDĘ SIĘ NAZYWA. NAZYWA SIĘ KAROL JACEK RÓŻEWICZ, Z NERWÓW, ŻE NIE BYŁ ZE MNĄ SZCZERY NA POCZĄTKU ZMUSIŁAM GO DO TEGO ŻEBY PODAŁ MI SWÓJ ADRES. NIE MIAŁ ODWAGI MI ODMÓWIĆ. POZA TYM MUSZĘ GO W JAKIŚ SPOSÓB UKARAĆ, W ZWIĄZKU Z TYM POWIEDZIAŁAM MU, ŻE PRZEZ JAKIŚ CZAS NIE BĘDĘ PISAĆ, BO MUSZĘ WSZYSTKO PRZEMYŚLEĆ I ZASTANOWIĆ SIĘ, CZY BĘDĘ W STANIE PO RAZ KOLEJNY MU ZAUFAĆ. POWIEDZIAŁAM MU, ŻE ROZUMIEM, IŻ KIEDYŚ JEGO DZIEWCZYNA GO ZRANIŁA I TO MOCNO, BO ZDRADZIŁA GO W WALENTYNKI I ŻE TERAZ SIĘ BOI, ALE Z DRUGIEJ STRONY NIE MOŻNA WSZYSTKICH DZIEWCZYN MIERZYĆ JEDNĄ MIARĄ.