środa, 4 listopada 2009

DZIEŃ 122

JESTEM DUMNA Z KAROLA, BO CHYBA NAUCZYŁ SIĘ KONTROLOWAĆ SWÓJ POCIĄG DO ALKOHOLU. ZACZNIJMY JEDNAK OD POCZĄTKU. PO POŁUDNIU, KIEDY KAROL BYŁ JESZCZE W PRACY, NAPISAŁAM MU SMS'A: "JAK W PRACY?" ODPISAŁ: "DOBRZE, OPIJAMY MOJE IMIENINY, ALE JA NIE PIJĘ. SZKODA, ŻE TY NIE PAMIĘTAŁAŚ". NAPISAŁAM, ŻE NIE WIEDZIAŁAM, BO PATRZĄC W KALENDARZ NIE ZWRACAM SZCZEGÓLNEJ UWAGI NA TO KTO W DANYM DNIU MA IMIENINY, CHYBA, ŻE JEST TO JAKIŚ CHARAKTERYSTYCZNY DZIEŃ NP. JAKIEŚ ŚWIĘTO, BO WTEDY ŁATWIEJ ZAPAMIĘTAĆ. KAROL NAPISAŁ: "OK.". POTEM ZAPYTAŁAM GO CZY DA MI SWÓJ ADRES ZAMIESZKANIA I CZY MOŻEMY SIĘ SPOTKAĆ W SOBOTĘ. POWIEDZIAŁ, ŻE TERAZ JEGO ADRES NIE JEST MI DO NICZEGO POTRZEBNY, ALE JA I TAK GO PRZEKONAM ŻEBY MI DAŁ TEN ADRES, BO JESTEM UPARTA A CO DO SPOTKANIA, TO POWIEDZIAŁ, ŻE SPOTKAMY SIĘ JAK DOSTANIE WYPŁATĘ.