poniedziałek, 2 listopada 2009

DZIEŃ 120

BYŁAM DZIŚ Z MAMĄ U CIOCI HALINY NA KAWIE. TROCHĘ POSIEDZIAŁYŚMY I POGADAŁYŚMY. CIOCIA POCHWALIŁA NAM SIĘ NOWO URZĄDZONĄ KUCHNIĄ. JEST TAM TERAZ O WIELE ŁADNIEJ NIŻ PRZEDTEM, PRZEDE WSZYSTKIM DLATEGO, ŻE TERAZ SĄ TAM ŁADNE I NOWOCZESNE MEBLE. JA LUBIĘ JEŹDZIĆ DO CIOCI HALINY, BO CZUJĘ SIĘ U NIEJ, JAK WE WŁASNYM DOMU. 

DAWNIEJ JAK JESZCZE MÓJ UKOCHANY MIESZKAŁ W SWOIM RODZINNYM DOMU, TO CZĘSTO MÓWIŁA MI, CO U NICH SŁYCHAĆ, BO JEGO MAMA I CIOCIA SĄ DOBRYMI KOLEŻANKAMI. TO WŁAŚNIE OD CIOCI HALINY DWA LATA TEMU DOWIEDZIAŁAM SIĘ O JEGO PLANACH WYJAZDU I CO NAJPRAWDOPODOBNIEJ BYŁO POWODEM JEGO WYJAZDU. NAWET PAMIĘTAM DOKŁADNĄ DATĘ, KIEDY SIĘ O TYM DOWIEDZIAŁAM - 06.06.2007 - NIECAŁE TRZY MIESIĄCE PRZED JEGO WYJAZDEM. NAWET TERAZ, MIMO TEGO, ŻE JUŻ MINĘŁY PONAD DWA LATA NADAL UWAŻAM, ŻE TO BYŁ JAK DO TEJ PORY NAJGORSZY DZIEŃ MOJEGO ŻYCIA.