piątek, 23 października 2009

DZIEŃ 110

POWIEM WAM COŚ W CO SAMA NIE WIERZĘ, BYŁAM DZISIAJ, JAK KAŻDEGO DNIA, NA REHABILITACJI I CHODZIŁAM NA TORZE, TEN TOR, TO PIERWSZY KROK DO CHODZENIA O KULACH. WYJĄTKOWO DOBRZE MI SZŁO. BARDZO MNIE TO CIESZY, BO OSTATNIO MI NIE WYCHODZIŁO I POMAŁU ZACZĘŁAM TRACIĆ NADZIEJĘ, ŻE KIEDYKOLWIEK UDA MI SIĘ TEN TOR PRZEJŚĆ PRAWIDŁOWO, ALE TERAZ ZNOWU WIEM, ŻE PRAKTYKA CZYNI MISTRZA. CHCIAŁABYM TROCHĘ PRZYSPIESZYĆ TĄ NAUKĘ CHODZENIA O KULACH, ALE TO NIEMOŻLIWE, BO NA WSZYSTKO POTRZEBNY JEST CZAS. POZA TYM DOWIEDZIAŁAM SIĘ O ŚMIERCI SIOSTRY MOJEGO KOLEGI Z KLASY (CHODZILIŚMY RAZEM DO PODSTAWÓWKI) I RÓWNOCZEŚNIE KUZYNKI MOJEGO UKOCHANEGO. MOJA MAMA PYTAŁA MNIE CZY PÓJDZIEMY NA POGRZEB. POWIEDZIAŁAM, ŻE PÓJDZIEMY, CHOĆ NIE JESTEM PEWNA CZY TEGO CHCĘ. PRZEDE WSZYSTKIM BOJĘ SIĘ ZOBACZYĆ Z MOIM UKOCHANYM... BOJĘ SIĘ, ŻE BĘDZIE SMUTNY A JA NIE BĘDĘ MOGŁA GO NAWET PRZYTULIĆ...