piątek, 9 października 2009

DZIEŃ 96

BYŁAM NA DZIAŁCE. JAK ZAWSZE BYŁO FAJNIE. PO POŁUDNIU DOSTAŁAM OD KAROLA SMS'A: "JEST MI ŹLE", GDY GO ZAPYTAŁAM CO SIĘ STAŁO, ODPOWIEDZIAŁ, ŻE NIE DOSTAŁ DZIŚ WYPŁATY, NAJPRAWDOPODOBNIEJ DLATEGO, ŻE NIE DOŁADOWAŁ SŁUŻBOWEGO TELEFONU, BO NIE MIAŁ KASY NA KARTĘ. TO BEZNADZIEJNE, BO TAKIE RZECZY POWINIEN POKRYWAĆ BUDŻET ZAKŁADU PRACY. JA NIE MAM TERAZ PIENIĘDZY, ALE POSTARAM SIĘ OD KOGOŚ POŻYCZYĆ I KUPIĘ MU TĄ KARTĘ. KAROL OCZYWIŚCIE NIE CHCE ŻEBYM TO ZROBIŁA, BO JUŻ RAZ DOŁADOWAŁAM MU PRYWATNY TELEFON, ALE CHCĘ MU POMÓC, BO W KOŃCU PISZEMY Z SOBĄ KAŻDEGO DNIA. 

ROZMAWIAŁAM O TYCH PROBLEMACH KAROLA W PRACY Z MOIM KOLEGĄ ROBERTEM KIELAREM. ROBERT POWIEDZIAŁ, ŻE JUTRO PRZEŚLE MI KOD DOŁADOWUJĄCY DO SIECI PLUS ŻEBYM GO MOGŁA PRZESŁAĆ KAROLOWI. OBIECAŁAM ROBERTOWI, ŻE ZA TYDZIEŃ, JAK TYLKO DOSTANĘ KASĘ, DOŁADUJĘ MU KONTO ZA TAKĄ SAMĄ SUMĘ. DOBRZE, ŻE ROBERT KUPI TĄ KARTĘ, BO INACZEJ KAROL BY MUSIAŁ SWÓJ PRYWATNY TELEFON ZOSTAWIĆ W PRACY I NIE WIADOMO JAK DŁUGO NIE MIELIBYŚMY Z SOBĄ KONTAKTU.