piątek, 2 października 2009

DZIEŃ 89

PRZEZ PÓŁ DNIA PISAŁAM SMS'Y Z KAROLEM, JAK TAK DALEJ PÓJDZIE, TO ZBANKRUTUJE, ALE Z DRUGIEJ STRONY WIEM, ŻE JAK CHOCIAŻ PRZEZ JEDEN DZIEŃ DO NIEGO NIE NAPISZĘ, TO JEMU JEST BARDZO SMUTNO, BO WYDAJE MU SIĘ, ŻE ALBO COŚ SIĘ STAŁO ALBO GO JUŻ NIE LUBIĘ. ZRESZTĄ, GDY ON RANO NIE PRZYŚLE MI SMS'A: "MIŁEGO DNIA", TO TEŻ NIE CZUJĘ SIĘ NAJLEPIEJ. PO PROSTU W CIĄGU TYCH DZIEWIĘCIU MIESIĘCY ODKĄD GO ZNAM JUŻ PRZYWYKŁAM DO TEGO, ŻE KAŻDEGO DNIA SIĘ ZE MNĄ WITA I KAŻDEGO WIECZORA MÓWI MI: "DOBRANOC". JEŚLI TEGO NIE ZROBI, CZUJĘ, ŻE CZEGOŚ MI BRAKUJE, TAK WIĘC W PEWNYM SENSIE JESTEŚMY OD SIEBIE UZALEŻNIENI. WIECZOREM TROCHĘ SIĘ Z KAROLEM POKŁÓCILIŚMY, ALE TO NIC TAKIEGO. OTRZYMAŁAM TEŻ ODPOWIEDŹ Z TEATRU ROZRYWKI W CHORZOWIE, ŻE BILETY NA "JACKYL & HYDE" I "OLIVER" BĘDĄ DOSTĘPNE DOPIERO W GRUDNIU. MAMA MÓWI, ŻE TO DOBRZE, BO TEN WYJAZD BĘDZIE DLA MNIE FAJNYM PREZENTEM GWIAZDKOWYM. JA NIE JESTEM PEWNA, CZY WŁAŚNIE TAKI PREZENT GWIAZDKOWY CHCIAŁABYM DOSTAĆ, ALE ZOBACZYMY CO BĘDZIE.