środa, 30 września 2009

DZIEŃ 87

DZISIAJ NA REHABILITACJI ROBIŁAM ĆWICZENIA WYSIŁKOWE, ALE WCALE NIE BOLAŁO. MOŻE DLATEGO, ŻE ĆWICZĘ Z KOBIETĄ. MOJA REHABILITANTKA NAZYWA SIĘ AGNIESZKA, JEST BARDZO MIŁA I DZIĘKI BOGU DELIKATNA. MOŻE PO JAKIMŚ CZASIE ZMIENIĘ ZDANIE I POWIEM COŚ NIESAMOWITEGO, CZYLI, ŻE REHABILITACJA MOŻE BYĆ BEZBOLESNA I PRZYJEMNA. DZIĘKI JEDNEMU Z ĆWICZEŃ PANI AGNIESZKA NACIĄGNĘŁA MI MIĘSIEŃ LEWEJ NOGI W PACHWINIE I TERAZ LEPIEJ MI SIĘ CHODZI. JEDYNA RZECZ, Z KTÓREJ NIE JESTEM ZADOWOLONA, TO CHODZENIE O KULACH, BO PÓKI CO KIEPSKO U MNIE Z BŁĘDNIKIEM I RÓWNOWAGĄ, ALE PRZY TAKICH SCHORZENIACH, JAK MÓZGOWE PORAŻENIE DZIECIĘCE, TO ZUPEŁNIE NORMALNE. PO ĆWICZENIACH ROZMAWIAŁAM Z KAROLEM, BO JEGO NAPRAWDĘ INTERESUJE MÓJ STAN ZDROWIA, PRZY OKAZJI ZŁOŻYŁAM MU ŻYCZENIA Z OKAZJI DNIA CHŁOPAKA. POTEM BYŁAM U CIOCI ANETY NA KAWIE I CAŁY CZAS BAWIŁAM SIĘ Z JEJ SUCZKĄ - FIONĄ, JEST NAPRAWDĘ SŁODKA. :)