sobota, 29 sierpnia 2009

DZIEŃ 55

JEST MI SMUTNO, CHOCIAŻ NIE WIEM DLACZEGO. BYĆ MOŻE DLATEGO, ŻE CHODZĘ TERAZ BARDZO PÓŹNO SPAĆ I WCZEŚNIE SIĘ BUDZĘ. CHYBA BĘDĘ MUSIAŁA ZADBAĆ O SWOJE ZDROWIE, BO Z TAKIEGO OGÓLNEGO OSŁABIENIA MOŻNA WPAŚĆ W APATIĘ. POZA TYM MÓJ KOLEGA - MARCIN - MA DO MNIE PRETENSJĘ, ŻE NIE ODWZAJEMNIAM JEGO UCZUĆ. JA JEDNAK WCALE NIE CZUJĘ SIĘ WINNA, BO MYŚLĘ, ŻE ON NIE MA PRAWA OCZEKIWAĆ ODE MNIE ŻADNYCH GŁĘBSZYCH UCZUĆ CHOĆBY ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE LEDWO GO ZNAM. CHCIAŁABYM MIEĆ CHŁOPAKA, ALE ZE WSZYSTKICH MĘŻCZYZN JAKICH ZNAM ŻADEN NIE WYDAJE MI SIĘ ODPOWIEDNI. WŚRÓD MOICH ZNAJOMYCH JEST KTOŚ, KTO BARDZO MI SIĘ PODOBA I Z KIM CHCIAŁABYM BYĆ, ALE NAWET W NAJŚMIELSZYCH SNACH NIE MOGŁABYM O TYM MARZYĆ. PODEJRZEWAM, ŻE Z JEGO IDEALNYM WYGLĄDEM I CHARAKTEREM SZYBKO SOBIE KOGOŚ ZNAJDZIE I SZANSE, ŻE TO BĘDĘ JA, NIESTETY SĄ ZNIKOME.