czwartek, 6 sierpnia 2009

DZIEŃ 32

W NOCY MIAŁAM FAJNY, CHOCIAŻ BARDZO DZIWNY SEN. ŚNIŁO MI SIĘ, ŻE JEŻDŻĘ PO LESIE KONNO RAZEM Z JAKIMŚ CHŁOPAKIEM. JEDNAK NIE BYŁ TO ANI ARTUR, ANI KAROL, ANI TYM BARDZIEJ MOJA PIERWSZA MIŁOŚĆ. BYŁ TO BLONDYN O BARDZO JASNYCH NIEBIESKICH OCZACH. DZIWIĘ SIĘ, ŻE TAKI CHŁOPAK MI SIĘ PRZYŚNIŁ, BO TO ZUPEŁNIE NIE MÓJ TYP MĘŻCZYZNY. Z REGUŁY PODOBAJĄ MI SIĘ BRUNECI Z BRĄZOWYMI LUB CZARNYMI OCZYMA I DO TEGO OPALENI. RAZ PAMIĘTAM WPADŁ MI W OKO TAKI SZCZUPŁY, ŚREDNIEGO WZROSTU BLONDYN Z TAKIMI PIĘKNYMI NIEBIESKIMI OCZYMA. BYŁ UBRANY W UŁAŃSKI MUNDUR, BO BRAŁ UDZIAŁ W PARADZIE KONNEJ. TAK MI SIĘ STRASZNIE PODOBAŁ, JAK CHYBA NIGDY ŻADEN FACET. CHCIAŁABYM GO JESZCZE SPOTKAĆ. KIEDY SIĘ OBUDZIŁAM MYŚLAŁAM, ŻE TO ON MI SIĘ ŚNIŁ, ALE TO CHYBA NIE ON.