poniedziałek, 27 lipca 2009

DZIEŃ 22

BYŁAM RANO NA ZAKUPACH W SKLEPIE Z PORCELANĄ. BYŁY TAM BARDZO ŁADNE RZECZY, ALE TEŻ I BARDZO DROGIE. KIEDY WRÓCIŁAM SŁUCHAŁAM MUZYKI PRZEZ DOBRE DWIE GODZINY. POZA TYM MUSZĘ PODJĄĆ WAŻNĄ DECYZJĘ DOTYCZĄCĄ MOJEGO ŻYCIA. CHODZI O JACKA I ARTURA, LUBIĘ ICH TAK SAMO, ALE NA ARTURZE BARDZIEJ MI ZALEŻY, W ZWIĄZKU Z CZYM MUSZĘ ZAKOŃCZYĆ ZNAJOMOŚĆ Z JACKIEM, A NIESTETY NIE BARDZO WIEM, JAK TO ZROBIĆ W TAKI SPOSÓB BY GO NIE SKRZYWDZIĆ. WIEM, ŻE OBOJĘTNIE CO ZROBIĘ JACEK I TAK BĘDZIE CIERPIAŁ I TO BĘDZIE MOJA WINA. Z DRUGIEJ STRONY JEDNAK NIE MA INNEGO WYJŚCIA, BO NIE MOGĘ MIEĆ DWÓCH CHŁOPAKÓW NA RAZ.