sobota, 18 lipca 2009

DZIEŃ 13

BYŁAM DZISIAJ W CZĘSTOCHOWIE NA POKAZIE WOJSKA POLSKIEGO Z CZASÓW NAPOLEONA. BYŁO TO BARDZO REALISTYCZNIE, PRAWIE TAK SAMO, JAK W TAMTYCH CZASACH  I FAJNIE. JEDYNY MINUS TO, TO, ŻE BYŁO BARDZO GŁOŚNO, BO STRZELALI Z ARMAT, KARABINÓW STRZAŁKOWYCH I MOŹDZIERZY. MYŚLĘ, ŻE TAKIE INSCENIZACJE I WYDARZENIA, TO GRATKA DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY LUBIĄ HISTORIĘ. 

JA BARDZO CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ OBÓZ RYCERSKI. CHĘTNIE PRZYMIERZYŁABYM SUKNIĘ Z OKRESU ŚREDNIOWIECZA I POCZUŁA SIĘ JAK DAMA, O KTÓREJ SERCE I RĘKĘ WALCZĄ RYCERZE. GDYBYM JEDNAK MIAŁA COŚ TAKIEGO PRZEŻYĆ, TO MOJA WIZJA TEGO WYDARZENIA JEST TAKA: 

JESTEM W MIEJSCU, GDZIE JEST PIĘKNY, DUŻY ZAMEK, NA DZIEDZIŃCU DWÓCH WSPANIAŁYCH RYCERZY WALCZY O MOJE SERCE. WYGRYWA PRZYSTOJNY CHŁOPAK Z KRÓTKIMI, KRĘCONYMI WŁOSAMI I BRĄZOWYMI OCZAMI, KTÓRY BYŁBY UBRANY W PIĘKNĄ, LŚNIĄCĄ ZBROJĘ, W KTÓREJ WYGLĄDA NAPRAWDĘ ZADZIWIAJĄCO ("ZA MUNDUREM PANNY SZNUREM"). JA JESTEM UBRANA W CZERWONĄ BALOWĄ SUKNIĘ I BIAŁE KRÓTKIE FUTERKO. MÓJ RYCERZ PODAROWAŁ MI BUKIET CZERWONYCH RÓŻ, POTEM WSIEDLIBYŚMY DO POWOZU ZAPRZĘŻONEGO W DWA BRĄZOWE KONIE I POJECHALIBYŚMY DO POBLISKIEGO LASU. W LESIE USIEDLIBYŚMY NA KOCU I SIEDZIELIBYŚMY TAK WTULENI W SWOJE RAMIONA.